Nie powiodło się zeszłotygodniowe wybicie w górę z krótkoterminowej konsolidacji. Po jednej udanej sesji (czwartkowej), kolejne trzy przebiegały pod dyktando niedźwiedzi. Na wykresie pojawiły się czarne świece, które sprowadziły kurs WIG20 do obszaru wcześniejszej konsolidacji. Zniżce towarzyszyły małe jak na ostatnie czasy obroty, co bardziej wskazuje na to, że byki nie były gotowe do zdecydowanego ataku, niż że podaż zdobyła przewagę na rynku.
To, że zbyt wcześnie jest jeszcze na przekreślanie szans na realizację optymistycznego scenariusza, sugerują wskaźniki techniczne. Krótkoterminowe, po osiągnięciu na początku listopada stref wykupienia, wróciły już do poziomów równowagi. Podobnie zachowują się wskaźniki średnioterminowe. Tygodniowy MACD-histogram po osiągnięciu we wrześniu najwyższego poziomu od dwóch lat, wrócił do strefy, która nie wskazuje już tak jednoznacznie na przecenę. Co najważniejsze, zakończony został już trend spadkowy tego wskaźnika. Także zachowanie tygodniowego RSI, który po opuszczeniu strefy wykupienia zatrzymał spadki w okolicy 60 pkt, jest typowe dla ostatnich dwóch lat hossy i pozwala postawić tezę, iż październikowa przecena była tylko korektą trendu wzrostowego.
Na razie wyprzedaż akcji nie wydaje się więc uzasadniona. Krótkoterminowe motywy do takiego działania mogłyby się pojawić w chwili, kiedy indeks największych spółek spadnie poniżej 2430 pkt. Tutaj wsparcie wyznacza podstawa zapoczątkowanej 4 listopada konsolidacji. Jeżeli jednak dojdzie do takiej przeceny, to na podstawie wygenerowanego wtedy sygnału sprzedaży, w najgorszym wypadku będzie można oczekiwać zniżki do 2300 pkt. W okolicy tego poziomu rozciąga się najważniejsza obecnie strefa popytowa, którą wyznaczają dołki z października oraz górna linia dwuletniego kanału wzrostowego, z którego indeks wybił się na początku września.
Z drugiej strony najpoważniejsza przeszkoda w kontynuowaniu hossy rozciąga się od 2510 pkt (luka bessy z 6 października) do 2565 pkt (szczyt z 3 października).