Rynek czasem daje dość wyraźne sygnały co do kierunku, w którym ma podążyć, ale częściej jego obraz jest niejasny i wieloznaczny, a pozytywne sygnały przeplatają się z negatywnymi. Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. Zacznijmy od negatywnych sygnałów. W poprzedni czwartek WIG20 dynamicznie wybił się górą z dość długiej konsolidacji. Sygnał wyglądał na wiarygodny, ponieważ na wykresie powstała długa biała świeca potwierdzona obrotami. Wydawało się, że już tylko dni dzielą nas od nowego rekordu i dopiero później może nastąpić zmiana trendu. Zamiast tego już podczas następnej sesji zaczęły się spadki, a w mijającym tygodniu wspomniana biała świeca została z nawiązką zakryta przez czarne korpusy. Zanegowanie pozytywnego sygnału można interpretować jako negatywny sygnał, a jego wiarygodność jest tym większa, im bardziej prawdopodobny wydawał się wzrost. Potwierdzeniem spadkowego scenariusza byłoby przełamanie dolnego ograniczenia niedawnej konsolidacji znajdującego się w okolicach 2425 pkt. W takim przypadku indeks powinien spaść przynajmniej do następnego wsparcia, które znajduje się w rejonie luki hossy z 2 listopada i lokalnego szczytu z końcówki października (około 2380 pkt). Na razie jednak wspomniane wsparcie nie zostało nawet przetestowane, a zatrzymanie spadków powyżej niego można uznać za pozytywny sygnał. Optymistyczną wymowę ma też duża odporność rynku na wydarzenia polityczne, to znaczy na coraz "ciekawsze" wypowiedzi członków rządu dotyczące podejścia do gospodarki w ogóle, a rynku kapitałowego w szczególności. Najlepiej wygląda jednak wykres tygodniowy, ponieważ nadal dominuje na nim bardzo długa biała świeca z przełomu października i listopada. W porównaniu z nią późniejsze świece wyglądają zupełnie niegroźnie.

Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, to niemrawy wzrost z ostatnich sesji raczej nie dotrze w okolice szczytu sprzed tygodnia. Jeżeli rynek w ogóle będzie w stanie rosnąć, to wcześniej powinien chyba ponownie przetestować dołek z ostatniej środy (2444 pkt.).