Czuję się jak posłaniec przynoszący złe wiadomości i narażający się na ścięcie głowy. Zapewne niektórzy inwestorzy tak właśnie traktują analityków oczekujących dalszej konsolidacji. No bo jak tu zarobić na tak spokojnym rynku. Okres zarabiania na razie niestety minął, a teraz największe fundusze zrobią wszystko, by spokojnie dotrwać na tak wysokich poziomach do końca roku. Wczorajsza sesja jest więc kolejną skreśloną kartką w kalendarzu i takich dni może być jeszcze 12.

Teoretycznie wszyscy czekali wczoraj na komunikat po posiedzeniu FOMC, ale nawet jeśli będzie on bardzo zaskakujący, to zakładam, że tak naprawdę GPW nawet na kilka sesji to nie przebudzi. Gołębie oczekiwania wyraźnej zmiany treści komunikatu wydają się przedwczesne, a gdyby nawet do nich doszło, to dalej inwestorzy mają na co czekać. W środę rynek obligacji i waluty cały dzień będą wyczekiwać polskich danych o inflacji o 16.00, czyli sesję mamy z głowy. Z kolei w czwartek mamy wartość amerykańskiego CPI (oraz dane Departamentu Skarbu o napływie kapitałów do USA), która paradoksalnie może być dla GPW wartością zdecydowanie istotniejszą niż rodzima inflacja.

To może w piątek coś ciekawego? Nadzieję dają przecież wygasające kontrakty, które często prowokują do dziwacznych sesji, na których duzi inwestorzy spekulacyjnie ustawiają wartości indeksu. Też chyba nic z tego. Na początku wtorkowej sesji duzi gracze kontynuowali zmianę serii z grudniowej na marcową i wydaje się, że w związku z tym zainteresowanie spekulacyjnym ustawianiem wygasającej serii będzie w tym kwartale nieco mniejsze. Chciałbym w tych oczekiwaniach się mylić, ale coraz więcej argumentów (zachowanie rynku) przekonuje, że do końca grudnia należy uzbroić się w cierpliwość i zdać na łaskę funduszy.