Obecna hossa trwa już prawie dwa razy dłużej niż jej poprzedniczka z końca lat 90. Jest też o wiele bardziej zróżnicowana.
Trzy oblicza wzrostu
W pierwszej fazie hossy, trwającej do wiosny 2004 r., rynek rósł bardzo szeroko i szybko. Szeroko - czyli że zwyżka indeksu była pochodną poprawy notowań bardzo dużej grupy firm. W praktyce to oznaczało, że bez względu na to, które akcje się kupiło, można było liczyć na zysk. W tym okresie gospodarka wyraźnie przyspieszała, czego kulminacją był przedakcesyjny boom. Spółki po załamaniu koniunktury gospodarczej w latach 2000-2002 przeszły gruntowną restrukturyzację i dzięki temu były dobrze przygotowane do tego, by korzystać z ożywienia. Dodatkowo wielu przedsiębiorstwom sprzyjał słabnący złoty. W lutym 2004 r. euro kosztowało 4,9 zł wobec 4,01 zł na początku 2003 r. i 3,53 zł na początku 2002 r.
Przez pierwszy rok hossy, czyli od marca 2003 r. do kwietnia 2004 r., aż 84 spółki odnotowały zwyżkę przekraczającą 100%. O przeszło 200% urosły 44 firmy, a 12 zyskało ponad 500%. Rekordzistą był w tym czasie Boryszew, którego papiery podrożały o 1447% (z 75 groszy do 11,6 zł). Przedsiębiorstwa, których walory przyniosły inwestorom stratę, były wyjątkiem.
Od wiosny 2004 r. rynek stał się dużo bardziej "wymagający". Liczba przedsiębiorstw, których notowania szły w dół, prawie zrównała się z liczbą zwyżkujących firm. Na niektórych akcjach od kwietnia 2004 r. do lutego 2005 r. można było stracić jedną trzecią i więcej. Podobna polaryzacja utrzymuje się do dziś. Znajdują w niej odbicie trudniejsze warunki działania. Od połowy 2004 r., po przedakcesyjnym boomie, złoty bardzo się wzmocnił, pogorszyła się koniunktura w naszej gospodarce, zaostrzyła się konkurencja. To spowodowało, że spółki zaczęły mieć problemy z osiąganiem coraz wyższych zysków. W przypadku części z nich nastąpił wyraźny regres. Ale z drugiej strony - wiele firm nadal zapewnia inwestorom pokaźne zyski.