Sesja wpisuje się w przedświąteczny (window dressing) obraz rynku, jaki fundusze wykreowały w ostatnich tygodniach. Czy skala wzrostu zaskakuje? Absolutnie nie, choć jednocześnie nie zamierzam twierdzić, że był on oczywisty. W tym okresie trzeba mieć świadomość, że rynek jest pod kontrolą największych funduszy i każdego dnia możemy mieć nagłe przebudzenie.

Wyjątkowość tej sesji jest taka, że od samego rana trudno było ten wzrost podważać. Wydaje się, że to dane o produkcji przemysłowej były dla kilku dużych graczy wystarczającym uwiarygodnieniem obecnych poziomów i większa grupa zaczęła brać udział w tych zakupach. Obroty od początku sesji były znacząco większe, a wartość pojedynczych transakcji wskazywała na zaangażowanie największych inwestorów. I tym razem nie były to umówione pakietówki, sztucznie podnoszące obroty. Na kontraktach wzrost też od samego rana należało uznać za "zdrowy", czego objawem był bardzo dynamiczny wzrost liczby otwartych pozycji wraz ze wzrostem indeksu/kontraktów. To nakręcało hossę.

Czy to jest już ta euforia? Takie stwierdzenie nie wydaje się zasadne, choćby tylko ze względu na opisywane wczoraj rynkowe nastroje bankowców. Wczorajszy wzrost to nie euforyczny wyskok, ale systematyczne skupowanie i podnoszenie indeksów na kolejne szczyty. Oczywiście, inwestorzy przyzwyczajeni do kilkudziesięciu punktów ujemnej bazy kontraktów mogą patrzeć na notowane wczoraj +15 pkt jako oznakę zbyt dużego optymizmu, ale przypomnijmy, że właśnie na tym poziomie kontrakty względem wartości teoretycznej pokazują neutralne nastroje. Co dalej? Hazardu i dyktatury funduszy ciąg dalszy. Można jedynie banalnie powtórzyć, że sygnałów do zakończenia wzrostu nie było i dalej czekamy na euforię, dzień odwrotu lub przełamanie wsparć.