Konstanty Litwinow, prezes Arksteelu, powiedział w październiku, że przyszłość spółki rozstrzygnie się w ciągu kilku tygodni, ale tak się nie stało. I najwyraźniej nic się nie stanie. - W sprawie Arksteelu nie podjęto żadnych decyzji - mówi K. Litwinow. Nie chciał powiedzieć, czy w przyszłym roku coś się zmieni. Wygląda więc na to, że w najbliższych raportach kwartalnych inwestorzy znów przeczytają formułkę "rozpoczęcie działalności w zakresie hutnictwa metali jest uzależnione od pozyskania przez spółkę partnerów branżowych oraz środków na sfinansowanie niezbędnych inwestycji".
Po trzech kwartałach tego roku spółka miała 108 mln zł straty netto.
Inwestorzy liczą, że to ukraiński Związek Przemysłowy Donbasu, który ma reprezentantów w radzie nadzorczej Arksteelu (przedstawicielem jest również K. Litwinow), wpompuje do spółki pieniądze. Scenariusz przewidywał też, że Arksteel będzie wehikułem, za którego pośrednictwem na warszawski parkiet wejdzie zakupiona przez Donbas Huta Częstochowa. - Wejście na giełdę nie jest wartością samą w sobie - zaznacza prezes Litwinow. - Teraz głównym zadaniem jest uporządkowanie i uzdrowienie huty. Dopiero później przeanalizujemy, czy jej wejście na GPW będzie uzasadnione ekonomicznie. Zdaniem prezesa, o takich planach nie można mówić wcześniej niż za rok. Priorytetem jest restrukturyzacja grupy. Od 1 stycznia 2006 r. rozpocznie się konsolidacja kilkunastu spółek zależnych Huty Częstochowa.
Wczoraj kurs Arksteelu wzrósł o 1,62%, do 3,14 zł.