Reklama

Ściema, rzecz pospolita

Za sprawą głupoty samych wyborców, rzetelność w polityce gospodarczej była często surowo karana w kolejnych wyborach, a populizm - premiowany

Publikacja: 02.01.2006 07:53

Niemal zawsze zaczyna się tak samo. Zarówno w wielu spółkach giełdowych, jak i w organizmie o nazwie Rzeczpospolita Polska, nowe władze zaczynają od przekonywania, że ich pojawienie się to zwiastun przełomu. Ale ponieważ w realnym świecie przełomy owe funkcjonują głównie w sloganach i obietnicach, politycy wszystkich możliwych opcji twórczo rozwijają sztukę socjotechniki.

Tak więc, żeby zapewnić sobie jakiś sukces, trzeba zadbać o stworzenie wrażenia, że "nowi", w spadku po "starych", zastali niemal spaloną ziemię. Czerwoni, czarni, zieloni - wszyscy lubują się w "raportach otwarcia", które mają udowodnić, jak jest źle. Zaletą tak negatywnego wizerunku punktu wyjścia jest to, że potem, nawet w sumie nieistotne decyzje i ich efekty łatwiej jest sprzedawać medialnie jako epokowe wydarzenie. To z kolei pozwala na kontynuację politycznej ściemy, czarowanie elektoratu i bezczelne robienie ludziom wody z mózgu.

Takie początkowe oczyszczanie przedpola i zamazywanie obrazu rzeczywistości sprawia, że część wyborców jest już niemal pewna, iż samo tylko przyjście nowej ekipy politycznej uratowało kraj przed jakimś kataklizmem. Ale w końcu trzeba coś zacząć robić. Niestety, politycy nie przejawiają chęci do tego, by własną popularność wykorzystywać do dokonywania faktycznie pozytywnych zmian. Zastępowanie potrzebnych decyzji w gospodarce ruchami pozornymi to technika stosowana praktycznie przez większość ekip rządzących w III RP. I żeby było śmieszniej, niektóre sztuczki są wykorzystywane wielokrotnie przez różne opcje polityczne, a ludzie wciąż się dają na to nabierać. Przykładowe obiecanki-cacanki to np.: "miliony mieszkań" (konkretna liczba lokali zmienia się w zależności od widzimisię, za przeproszeniem, strategów partyjnych), "podwyżki płac" często w postaci doraźnych wyrównań dla pielęgniarek czy innych górników, "tanie paliwo rolnicze", "biopaliwa", a ostatnio - "becikowe".

A co?! Niech się ludziska cieszą. Politycy mogą chwalić się, że oto wypełniają obietnice wyborcze i robią obywatelom dobrze. A to, że nie rozwiązuje to w istocie żadnych problemów i na dłuższą metę może co najwyżej zaszkodzić owym obywatelom, to już zdaje się mało kogo obchodzić.

Przegłosowane właśnie "becikowe" to znakomity przykład ruchu pozornego. Problemu demograficznego i niechęci do mnożenia się narodu nie rozwiązuje przecież w żadnym stopniu. Ale w świadomości wielu wyborców może być odebrane jako pozytyw. Kasa do ręki to w końcu konkret. Tymczasem brutalna prawda jest taka, że sytuację rodzin i ich skłonność do wychowywania kolejnych potomków może poprawić wyłącznie długotrwały, stabilny wzrost gospodarczy przy zachowaniu dyscypliny finansów publicznych i niskiej, stabilnej inflacji. Bo to powinno w sposób strukturalny, a nie sezonowy, zwiększać liczbę miejsc pracy. I dawać ludziom więcej nadziei na utrzymanie źródła dochodów, nadziei często kluczowej przy decyzji o poszerzaniu rodziny.

Reklama
Reklama

Ba, ale do tego potrzeba decyzji trudnych, które w krótkim terminie mogą być odbierane przez najmniej świadomą część elektoratu jako pogorszenie, a nie poprawa. Mowa choćby o jednoczesnym obniżeniu podatków i cięciu wydatków budżetowych. Mimo oczywistej długoterminowej logiki takiego zachowania, sprawa wlecze się okrutnie i dokonywane zmiany mają charakter bardziej symboliczny, jako że psute są przez zwiększanie fiskalizmu w innych obszarach (byle tylko uniknąć tematu cięć budżetowych). Ci, którzy wspomnianą wcześniej propagandową ściemę ograniczali, albo - o zgrozo - na serio zajmowali się reformowaniem gospodarki, najpierw odsądzani byli od czci i wiary, a potem często kończyli na publicznej banicji. Za sprawą głupoty samych wyborców, rzetelność w polityce gospodarczej była bowiem często surowo karana w kolejnych wyborach, a populizm - premiowany. W ten sposób naród wychowuje swoich polityków, którzy uczą się na błędach poprzedników. I swoich własnych. Uczą się cwaniactwa, oczywiście. I umacniają modę na ruchy pozorne.Nowy rok. Nowy parlament. Nowy rząd. Nowy prezydent... No właśnie - w swoim pierwszym oficjalnym wystąpieniu prezydent apelował, żeby jeszcze raz uwierzyć. Jeśli chodzi o przynajmniej część zapowiadanych działań stricte politycznych (typu dekomunizacja - reaktywacja), to myślę, że akurat temu prezydentowi można wierzyć. Ale, z całym szacunkiem należnym głowie państwa, myślę, że tego typu apele od dawna już nie mają sensu. Powtarzane w kółko przez lata przez kolejne ekipy, koterie i towarzystwa wzajemnej adoracji straciły jakąkolwiek wartość. Skala dewaluacji szczytnych haseł, w tym tych nielicznych wypowiadanych całkiem serio, sprawia, że odezwy do narodu brzmią wręcz rozpaczliwie. Nie wiem, ile rozsądnych osób ma jeszcze na tyle poczucia humoru, by wierzyć jakiemukolwiek politykowi. Ja w każdym razie poprzestanę na wierze w Boga. A rządzących proponuję oceniać wyłącznie po efektach ich działań. Albo braku działań, bo może okazać się, że lepiej by się stało, gdyby do realizacji niektórych wymysłów gospodarczych nowego układu w ogóle nie doszło. Czego Państwu i Państwa portfelom życzę. I, mimo wszystko, pozostaję optymistą. Choćby dlatego, że w marnotrawieniu szans i czasu oraz w aferalnej innowacyjności poprzedni układ rządzący osiągnął perfekcję trudną do naśladowania. Do Siego!

Pioneer Pekao Investment

Management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama