2,91% zyskał podczas wczorajszej sesji indeks WIG20. Dotarcie do poziomu 2829 pkt oznacza, że tylko od początku roku wartość wskaźnika blue chips zwiększyła się o 6,5%. Cała fala rynku byka, która trwa od końca listopada podniosła WIG20 natomiast aż o 23%. Wykupienie rynku największych spółek jest już więc znaczne, co może zniechęcać do ich dalszego nabywania. Nie zmienia to jednak faktu, że na GPW trwa hossa i lepiej z nią nie walczyć. Na tak rozgrzanym rynku jak obecnie inwestorzy powinni jednak uważać, aby nie popaść w zbytnią euforię. Z reguły ślepe przyłączanie się do kupujących po kilku sesjach silnej zwyżki, jest obarczone dużym ryzykiem trafienia w lokalny szczyt. Dlatego w trakcie notowań lepiej nie podejmować decyzji inwestycyjnych. Do kupna akcji zdecydowanie bezpieczniej jest przekonywać się na podstawie rzetelnej analizy, niż na podstawie złudnego wrażenia niekończącego się popytu.

Analizując rynek warto brać pod uwagę kilka czynników. Począwszy od 2003 roku wszystkie fale wzrostowe trwały co najmniej 140 dni. Bieżąca rozpoczęła się 28 października, więc ma niespełna 70 dni. Każda z fal zwiększała wartość indeksu o co najmniej 31% (najwięcej o 60% w 2003 roku). Od dołka z października br. WIG20 wzrósł jak już wspomniano o 23%. Teoretycznie więc indeks może jeszcze zwyżkować o co najmniej kilka procent.

Z drugiej strony w ostatnich dniach zwyżka wyraźnie nabrała tempa, co jest typowe dla ostatniej fali trendu wzrostowego (w tym wypadku średnioterminowego). Z każdy kolejnym wzrostem indeksu akcje, jako krótkoterminowa inwestycja będą coraz bardziej traciły sens. W długim terminie natomiast nie ma powodów do niepokoju. Gigantyczne obroty, które podczas wczorajszej sesji wyniosły 1,25 mld zł (dla spółek z WIG20) i 1,64 mld zł na cały rynku, sygnalizują, że na GPW cały płynie strumień gotówki z zagranicy. Dlatego ewentualne przeceny warto wykorzystywać do nabywania akcji. Wsparcie, którego przełamanie pogorszy obraz rynku znajduje się dopiero w okolicy 2500 pkt.