Według firmy monitorującej rynek funduszy inwestycyjnych, przeciętny fundusz akcji zyskał w ubiegłym roku 6,6%, podczas gdy S&P 500 (po uwzględnieniu dywidend) zwyżkował o 4,9%. Taki wynik nie musi oznaczać jednak spadku popularności tzw. funduszy indeksowych, w których menedżerowie unikają częstych transakcji kupna/sprzedaży akcji i starają się wiernie naśladować wskaźniki giełdowe. Instrumenty te zyskiwały na popularności od lat 90., a Vanguard 500 Index fund został w 2000 roku największym pod względem aktywów funduszem w USA.

Po uwzględnieniu dywidend zdywersyfikowane fundusze wyprzedzały jednak indeks S&P 500 każdego roku, począwszy od 1999 roku. Po raz pierwszy od 1988 r. 10-letni wynik tych funduszy był też lepszy od głównego wskaźnika amerykańskiego rynku kapitałowego. Według obliczeń "USA Today" aktywne fundusze akcji zyskały w minionej dekadzie 140%, podczas gdy S&P 500 wzrósł o 138%. Jako jedną z przyczyn takiego właśnie trendu analitycy wskazują lepsze wyniki średnich i małych spółek, w które inwestowały aktywne fundusze. Tymczasem S&P 500 obejmuje jedynie największe amerykańskie firmy.

Wielu doradców finansowych poleca niedoświadczonym inwestorom fundusze indeksowe jako bezpieczną formę inwestowania na giełdzie. Jednym z powodów, dla których - przynajmniej teoretycznie - fundusz indeksowy powinien osiągać lepsze wyniki od zdywersyfikowanych funduszy akcji, są niższe koszty. Naśladowanie wskaźnika giełdowego jest dużo łatwiejsze i nie wymaga skomplikowanych analiz rynkowych. I tak na przykład: koszty własne funduszu Vanguard 500 Index wynoszą zaledwie 0,18%, podczas gdy przeciętny fundusz akcji w USA pobiera w USA 1,5%, co zmniejsza zwroty z inwestycji, przynajmniej w długofalowej perspektywie.

Nowy Jork