Na wykresie tygodniowym nowy rok rozpoczęła świeca o długości bezprecedensowej, nawet jeżeli wziąć pod uwagę ostatnie 7-8 lat. Jeśli była to odpowiedź na lekką przewagę, jaką podaż zdobyła w końcówce 2005 r., to trzeba ją uznać za iście miażdżącą. Z tej perspektywy rozpalony rynek wydaje się niezwykle silny i możliwość zatrzymania wchodzącego w hiperbolę indeksu bardzo niewielka. Jedyny, ledwo słyszalny niedźwiedzi pomruk wysyła linia równoległa do wieloletniej linii trendu wzrostowego poprowadzona przez szczyt z marca 2000 r., położona w okolicach piątkowego zamknięcia. W układzie dziennym sprawy przedstawiają się już mniej różowo.

Końcówka ubiegłego tygodnia upłynęła na "zmiękczaniu" wewnętrznej linii 7-miesięcznego trendu. Po czwartkowej szpulce doji w piątek pojawiła się następna na nieco wyższym poziomie z zamknięciem powyżej ww. linii. Przed sesją poniedziałkową zasadne więc było pytanie o to, czy 2-dniowe spowolnienie okaże się korektą w biegu czy też przejawem zadyszki popytu. Lekko schłodzone wskaźniki szybkie dawały nadzieję na kolejne przyspieszenie i nowe maksima trendu.

Istotnie, na początku sesji narastająca presja popytu windowała notowania WIG20 na nowe szczyty, powodując przełamanie oporu na 2900 pkt. i zbliżenie notowań w rejon psychologicznej bariery 3000 pkt. Te świetlane perspektywy nie przysłoniły jednak do końca zdroworozsądkowej oceny rynku, a ta zważywszy, że indeks znajdował się 180 pkt ponad najszybszą średnią (EMA-13), nakazywała ostrożność. Kto takiej zdroworozsądkowej oceny rynku dokonał, okazał się zwycięzcą, bo popołudniu rozpoczęła się gwałtowna realizacja zysków. Dystrybucyjny charakter dziennej świecy oraz towarzyszące jej obroty przerwały pasmo byczych sukcesów i zapaliły pomarańczowe światło w trwającym tydzień dynamicznym impulsie wzrostowym. To oznacza, że popyt ma jednak pewne problemy ze wspomnianą już wewnętrzną linią trendu. Na razie wygląda to na powrót do wnętrza wstęgi Bollingera. Towarzyszące mu sygnały sprzedaży na CCI, Stochastic i Percent R mogą jednak zapowiadać nieco dłużej trwające ochłodzenie.