Strategia nie zaskoczyła analityków, a rynek - jeśli wziąć pod uwagę notowania Orlenu - przyjął ją chłodno. Kurs PKN spadł wczoraj o 2,6%, do 67,5 zł.
W 2007 r. płocka spółka ma wydobyć pierwszą tonę ropy naftowej. Gdzie się to stanie, na razie dokładnie nie wiadomo. Zgodnie z ujawnioną wczoraj, zmodyfikowaną strategią koncernu, w grę wchodzą pola roponośne w Rosji, Kazachstanie lub w Iraku. Nie można również wykluczyć, że z czasem Orlen będzie eksploatować tereny w Libii. Wykluczyć natomiast należy rozpatrywane jeszcze rok temu złoża w szelfie Morza Północnego. - Nie dają one szansy odniesienia sukcesu - wyjaśnił prezes Igor Chalupec.
Pola naftowe za 10 mld zł
Dzięki rozpoczęciu działalności wydobywczej spółka wzmocni pozycję konkurencyjną. Plany z tym związane podzielono na dwa etapy. W pierwszym - do 2009 roku - koncern chce stworzyć odpowiednie struktury organizacyjne (dotychczas nad wydobyciem pracował w Orlenie zespół, składający się z... dwóch osób) i przeprowadzać pojedyncze transakcje. Początkowo ma się koncentrować na projektach mniej ryzykownych, najchętniej realizowanych w ramach współpracy joint venture. Zamierza nabywać udziały mniejszościowe (nie chce na razie podejmować roli operatora) i korzystać z doświadczeń ewentualnych partnerów. - Będziemy np. namawiać do uczestnictwa w projektach wydobywczych PGNiG - wyjaśnił prezes Chalupec. Nie wykluczona jest też współpraca z Grupą Lotos i Naftą Polską.
W 2010 r. koncern miałby już pozyskać 1,2 mln ton ropy. Mniej więcej wtedy też rozpocząłby się drugi etap wdrażania strategii wydobycia. Wtedy firma chce już przejmować rolę operatora, ale nadal w oparciu o usługi zewnętrzne w kwestiach technicznych. Przy projektach co najmniej 10-letnich Orlen miałby w większym stopniu angażować się w bezpośrednie poszukiwania surowca. Po kolejnych pięciu latach poziom wydobycia miałby sięgnąć co najmniej 4,3 mln ton rocznie.