Reklama

CA IB i CDM Pekao na czele

Tomasz Bardziłowski (CA IB) i Sobiesław Pająk (CDM Pekao) obronili pozycje sprzed roku. Pierwszy ponownie wybrany został najlepszym analitykiem rynku akcji, drugi sektora TMT. Na pierwszą pozycję w bankach wrócił Andrzej Powierża (BDM PKO), po raz pierwszy w rankingu zwyciężył Tomasz Krukowski, zajmujący się spółkami przemysłowymi (CA IB).

Publikacja: 14.01.2006 07:39

Zwycięstwo w rankingu oznacza jednocześnie nominację do nagrody Byka i Niedźwiedzia w kategorii Analityk Roku. Podczas gali na początku lutego, jeden z czterech zwycięzców (poszczególnych kategorii) otrzyma redakcyjną statuetkę.

Banki - powrót

Andrzeja Powierży

W czołówce analityków bankowych nie doszło, w porównaniu z 2004 r., do żadnych zmian. Wszyscy, którzy zameldowali się w pierwszej piątce zestawienia przed rokiem, pojawili się również teraz. Wymienili się tylko miejscami. Na pozycję, którą zajmował w 2003 roku, wrócił Andrzej Powierża. W zeszłym roku, jeszcze jako analityk DI BRE Banku, zajął czwarte miejsce. Pierwszy tegoroczny raport o branży bankowej wydał jeszcze jako specjalista DI BRE Banku. Andrzej Powierża wydał w nim zalecenie "redukuj" w odniesieniu do walorów Pekao, BPH, BZ WBK, Millennium, Kredyt Banku i Handlowego. Jedynie PKO BP dostał zalecenie "trzymaj", natomiast wydawanie ocen dla ING BSK zostało zawieszone. Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że ten pesymizm nie znalazł uzasadnienia w zachowaniu kursów giełdowych, bo indeks WIG Banki zyskał w zeszłym roku 32%. Oceny banków, które Andrzej Powierża wydał w raportach sporządzonych już w nowym miejscu pracy, były bardziej optymistyczne. Już w czerwcu rekomendację "akumuluj" dostały akcje Getinu i Banku Millennium, liderów zeszłorocznego wzrostu.

Ubiegłoroczny zwycięzca Marcin Jabłczyński (CA IB), tym razem zajął drugie miejsce. Podobnie jak na Andrzeja Powierżę, głosowało na niego 9 z 17 ankietowanych podmiotów. Tradycyjnie już w czołówce znaleźli się Dariusz Górski (DB Securities), który nigdy nie znalazł się w naszym rankingu niżej trzeciego miejsca, i Artur Szeski (CDM Pekao). Ten drugi otrzymał jednak znacznie mniej punktów niż przed rokiem. Jedyne nowe twarze w rankingu analityków bankowych stanowi duet DM BZ WBK Marek Juraś i Paweł Burzyński.

Reklama
Reklama

Rynek akcji - wybór niewielki

Niewielu specjalistów próbuje swoich sił w regularnym pisaniu komentarzy dotyczących zachowania całego rynku. W rankingu analityków rynkowych rywalizowało tylko osiem osób, z których pięć otrzymało punkty. Na pierwszych dwóch miejscach duet - Tomasz Bardziłowski / Tomasz Mazurczak. W 2003 roku zwyciężył Mazurczak, w 2004 Bardziłowski. Teraz powtórzył sukces. Obydwaj analitycy otrzymali głosy od 13 instytucji - różnica wyniosła tylko 2 punkty. Biorąc pod uwagę opinię Tomasza Bardziłowskiego wygłoszone przy okazji zeszłorocznego wyróżnienia, jego zwycięstwo trudno uznać za zaskoczenie. "W portfelu na przyszły rok powinny się znaleźć tzw. późnocykliczne spółki, czyli te, które zyskują razem ze wzrostem inwestycji przedsiębiorstw. Są to m.in. firmy z sektora TMT (w późniejszych analizach CA IB zalecało przeważenie spółek medialnych kosztem informatycznych - przyp. red.). Nadal utrzymywałbym w portfelu PKN oraz duże banki".

Za dwoma liderami, ale w znacznej już odległości, znalazł się Sławomir Dębowski z Banku Handlowego. To również stały "bywalec" naszych rankingów. Warto odnotować debiut w roli analityka rynkowego Sebastiana Słomki. W zeszłym roku również zdobył 13 punktów, ale w kategorii Spółki Przemysłowe. Do miejsca w pierwszej piątce wystarczyły symboliczne 2 punkty. Tyle zdobył specjalista od analizy technicznej z KBC Securities Krzysztof Borowski. To dowód potwierdzający tezę, że konkurencja w tej branży nie jest zbyt silna.

Branża TMT - jeszcze raz

Sobiesław Pająk

Sobiesław Pająk wygrał w naszym rankingu po raz czwarty, ale w tym roku zdobył mniej punktów niż w poprzedniej edycji. W 2005 roku analityk wydał opinie na temat 11 spółek i duża liczba raportów mogła niekorzystnie przełożyć się na ich celność. Przykładem może być taka sama rekomendacja ("trzymaj") dla znajdującego się w trendzie wzrostowym Asseco Poland i mocno rozczarowującego ComputerLandu, czy zbyt wczesne (pod koniec lipca) zalecenie "redukuj" w odniesieniu do walorów TVN. Ale można też wskazać przykłady pokazujące, że raporty analityka CDM wciąż mają duDzień po tym, jak Sobiesław Pająk zmienił rekomendację dla Emaksu z "trzymaj" do "kupuj" kurs akcji skoczył ponad 18%.

Reklama
Reklama

Za plecami lidera - Przemysław Sawala-Uryasz z CA IB. W zeszłorocznym rankingu zdobył 6 punktów, obecnie 16. Zajął miejsce Tomasza Bardziłowskiego. Lider CA IB w tym roku startował tylko w kategorii Analityk Rynku. Na miejscu trzecim i czwartym przedstawiciele DB Securities, drugiej siły na rynku analiz. Tym razem Krzysztof Kaczmarczyk i Włodzimierz Giller zamienili się miejscami. Michał Marczak z DI BRE również rokrocznie pojawia się w naszych zestawieniach.

Spółki przemysłowe

- duża rotacja

W zeszłym roku Tomasz Krukowski z CA IB (wtedy jeszcze DM BZ WBK) zajął w naszym zestawieniu piąte miejsce. Teraz wskoczył na czoło. Zarządzający docenili zapewne celną rekomendację "kupuj" dla Polimeksu i równą formę analityka. Nawet skorzystanie z tych mniej udanych zaleceń Tomasza Krukowskiego (np. często powtarzane "kupuj" dla Kęt, które w 2005 roku odstawały od indeksów) nie musiało odbić się negatywnie na wartości portfeli.

Na drugim miejscu znalazł się Michał Marczak, piąty w klasyfikacji Analityków Branży TMT. Nieznaczna poprawa notowań w odniesieniu do 2004 roku Rafała Wiatra z DM Banku Handlowego zaowocowała awansem na trzecie miejsce. Dalej - Krzysztof Kaczmarczyk z DB Securities i Andrzej Szymański z DM BZ WBK, który jeszcze w 2004 roku pracował dla CA IB.

Analitycy zagraniczni

Reklama
Reklama

- niewiele punktów

O ile zespoły analityczne pracujące dla działających globalnie (lub przynajmniej regionalnie, tak jak CA IB) brokerów zdobyły ponad połowę punktów, o tyle zagraniczni analitycy nie są w stanie przebić się na polskim rynku. W zestawieniu specjalistów za 2005 roku znalazło się sześć zagranicznych nazwisk. Pewną renomę zdołał sobie wyrobić jedynie Dalibor Vavruska z ING Securities, działający w branży TMT. Podobnie jak przed rokiem zdobył 4 punkty, otrzymując głosy od dwóch ankietowanych podmiotów.

Jak wybieraliśmy najlepszych

Analityków zajmujących się polskimi spółkami podzieliliśmy na cztery kategorie: banki, branża TMT, spółki przemysłowe i rynek. Kandydatury i umiejscowienie analityków konsultowaliśmy z instytucjami, które ich zatrudniają.

Zestaw analityków rozesłaliśmy do firm zarządzających aktywami. Każda wskazywała trzy najlepsze, jej zdaniem, osoby w danym sektorze, przyznając najlepszej 3 punkty, drugiej w kolejności 2 punkty i trzeciej 1 punkt. O kolejności w klasyfikacji decydowała suma punktów.

Reklama
Reklama

Ranking powstał na podstawie głosów 17 instytucji.

Najlepszy analityk rynku akcji

Tomasz Bardziłowski

Trzeci kolejny rok rynki wschodzące zachowują się lepiej od rozwiniętych. Z jakich powodów ta zależność może się utrzymać? Które czynniki postrzega Pan jako największe zagrożenie dla emerging markets?

2006 r. zapowiada się jako kolejny dobry rok dla emerging markets. Nie widzę większego ryzyka dla wzrostu w Chinach, Indiach czy Brazylii. Największe kraje GEM (Global Emerging Markets - przyp. red.) osiągają nadwyżki w obrotach bieżących. Ich zadłużenie, a więc i ryzyko strukturalne, przestało być tak istotne, a zatem i powody do dyskonta w wycenie zanikają. Najważniejszy czynnik jednak to płynność - obserwujemy wzmożone zainteresowanie naszymi rynkami nie tylko ze strony inwestorów amerykańskich, którzy od dwóch lat realokują inwestycje w stronę aktywów międzynarodowych, ale również widzimy duży napływ inwestycji z Japonii. Co prawda trudno oczekiwać, ze MSCI Emerging Europe wzrośnie, o 47% tak jak w 2005 r., ale na koniec hossy na emerging markets jeszcze za wcześnie.

Reklama
Reklama

Czy po trzech latach hossy również w 2006 r. mamy prawo oczekiwać wysokich stóp zwrotu na warszawskiej giełdzie?

Na pewno oczekiwania powinny być bardziej ostrożne niż na początku zeszłego roku. Rok temu wskaźnik C/Z spółek z WIG20 wynosił 13, teraz - 15. Banki, najbardziej istotne dla indeksu, były wyceniane na poziomie 13-16--krotności rocznych zysków, a obecnie 16-20-krotności. Ceny surowców były niemal o połowę niższe. Złoty był o 10% słabszy. Ogólnie oczekujemy więc raczej jakiejś korekty. Z drugiej strony, według naszych wycen fundamentalnych, WIG20 jest tylko o 5% przewartościowany, a wystarczy, abyśmy zdecydowali się na zmianę w wycenach premii za ryzyko akcji z 5% do 4% (czyli do poziomu rynków rozwiniętych), aby nasze wyceny podskoczyły średnio o 10%.

W trzecim roku hossy odsetek spółek biorących udział we wzroście na GPW istotnie się zmniejszył. Jak Pan interpretuje to zjawisko?

To dowód na dojrzewanie naszego rynku, na który wpływają coraz bardziej czynniki globalne, takie jak zeszłoroczna hossa surowcowa, która wywindowała ceny KGHM i PKN. Z drugiej strony, rynek jest coraz bardziej efektywny i nagradza spółki o większym wzroście, relatywnie karząc spółki, które czasowo czy strukturalnie mają niższy wzrost. Dlatego w takich sektorach jak IT mieliśmy doskonały performance Softbanku i słaby ComputerLandu i Comarchu. W bankach rewelacyjny Getinu, dobry BPH, a słaby PKO BP, w mediach odpowiednio TVN i Agory, w budowlance Polimeksu czy PBG, a słaby Budimeksu.

Rok 2005 był generalnie udany dla branży medialnej - mocno poszyły w górę notowania TVN i Brokera FM. Czy zwyżka kursów konsumuje już w pełni korzyści z oczekiwanego w 2006 roku wyższego tempa wzrostu gospodarczego? Pan zaleca kupowanie walorów Agory, która akurat zachowywała się w zeszłym roku słabiej...

Reklama
Reklama

Przeważenie spółek medialnych (na rzecz spółek IT) było jedną z naszych najbardziej udanych rekomendacji w I połowie 2005 r. W połowie roku obniżyliśmy jednak rekomendacje dla mediów do "trzymaj", podwyższając je, gdy okazało się, że rynek reklamy szybko rośnie po słabym II kwartale. Podnieśliśmy rekomendacje dla obu spółek jesienią, przy cenie TVN 62 zł, Agory - 63 zł. Obecne wyceny dyskontują już w pełni oczekiwany przez nas 11-proc. wzrost rynku reklam w 2006 r. Choć niektórzy nadal kupują akcje TVN, np. w oczekiwaniu na zmiany ograniczające reklamę w telewizji publicznej. Ale według nas żadnych zmian nie będzie. W związku z tym kilka dni temu obniżyliśmy nasze rekomendacje dla TVN do "trzymaj", a rekomendacja dla Agory została czasowo zawieszona.

Na początku 2005 roku z całym zespołem przeniósł się z DM BZ WBK do CAIB Securities. W nowym miejscu pracy nie tylko kieruje zespołem analityków, ale pełni także funkcję prezesa zarządu. Wcześniej pracował w ABN AMRO Securities i CSFB jako analityk spółek, m.in. z sektorów: TMT, wydobywczego, spożywczego. Ukończył SGH. Wiedzę pogłębiał w angielskiej Staffordshire University Business School oraz holenderskim University of Amsterdam. Posiada dyplom CFA.

Najlepszy analityk sektora bankowego

Andrzej Powierża

Jaki będzie obecny rok dla sektora bankowego? Skala wzrostu cen tych akcji w 2005 r. była chyba trochę zaskakująca.

W 2005 r. kursy banków, poza Pekao i Handlowym, wzrosły więcej niż indeks WIG. Głównie wynikało to z dostrzegania przez inwestorów wyraźnej poprawy wyników średnich banków. Uważam, że dzisiaj banki, w ujęciu bezwzględnym, są bardzo drogie (ich ceny o ponad 20% przekraczają moje wyceny fundamentalne), ale dobra koniunktura dla sektora trwa, prognozy są stale podnoszone i nie można wykluczyć dalszego wzrostu notowań. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy rok 2006, podobnie jak dwa poprzednie, ma szansę być bardzo korzystny dla sektora bankowego. Koszty działania pozostaną pod kontrolą, a koszty ryzyka kredytowego powinny utrzymać się na niskim poziomie. Jednak poprawa wyników będzie mogła być osiągnięta tylko dzięki wyższym przychodom. Dużo będzie zależeć od sytuacji w segmencie korporacyjnym, ponieważ bez ożywienia w kredytach dla przedsiębiorstw nie uda się znacząco poprawić ubiegłorocznych wyników. Nadal będą dynamicznie rosły wolumeny kredytów hipotecznych.

Nasili się presja na marże, wynikająca z niższych stóp procentowych, ale ostateczny poziom marży odsetkowej będzie zależeć od zmiany struktury portfela i udziału w nim niskomarżowych kredytów mieszkaniowych i wysokomarżowych konsumpcyjnych. Coraz większą rolę w przychodach banków zaczynają grać te związane z rynkiem kapitałowym (przychody spółek zależnych, przede wszystkim TFI i biur maklerskich oraz przychody samych banków z dystrybucji produktów inwestycyjnych). Z jednej strony jest to naturalny trend: w miarę bogacenia się społeczeństwa rosnąć będą oszczędności i coraz mniejsza ich część będzie trafiać do banków w postaci depozytów. Z drugiej strony, można zażartować, że powstał mechanizm samonapędzający się: banki zarabiają na rosnącym rynku akcji, co zwiększa ich wycenę i uzasadnia dalszy wzrost indeksów.

Jakie mogłyby być konsekwencje ewentualnego fiaska fuzji Pekao i BPH dla obu banków i całej branży?

Jeżeli przez fiasko fuzji rozumieć przeprowadzenie jej w sposób nieefektywny, to jego konsekwencją byłby szybki wzrost konkurencyjnych banków, zdobywających udziały rynkowe kosztem dwóch dużych podmiotów pochłoniętych łączeniem się. Rynek bankowy w Polsce cały czas rośnie, więc udziały w nim łatwo zyskać, ale i łatwo stracić. Wielkim atutem obu banków są klienci, ale trzeba pamiętać, że w dużym stopniu są to "różni" klienci, więc dostosowanie oferty do ich często rozbieżnych oczekiwań nie będzie łatwe.

Obecnie jednak najbardziej można martwić się o zasoby ludzkie obu banków - niejasności co do losów obu instytucji zachęcają pracowników do poszukania nowego pracodawcy, a bez fachowców, od najniższego do najwyższego szczebla, nie da się dobrze funkcjonować na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. W złym scenariuszu można więc sobie wyobrazić opuszczony przez najlepszych specjalistów bank gigant, z którego wolno odpływają klienci.

Jeżeli dojdzie do połączenia BPH z Pekao, to przez pewien czas trudno będzie ocenić, czy fuzja się uda. W tym okresie kurs może zachowywać się nerwowo i dopiero gdzieś rok po operacyjnym połączeniu obu instytucji pójść, w zależności od sukcesu lub porażki łączenia, w górę lub w dół.

Gdzie upatrywać największych zagrożeń dla banków w perspektywie roku?

Fundamenty są silne, ale nie uzasadniają aktualnych cen rynkowych. Ich poziom jest efektem dobrego klimatu inwestycyjnego. Dlatego mówiąc w skrócie: zagrożeniem byłby odpływ zagranicznego kapitału. Szansą - takie poprawienie fundamentów, które by uzasadniło obecne kursy.

Które banki mają szanse przynieść największe zyski w tym roku?

W tym momencie nie widzę banków wyraźnie niedowartościowanych. Może więc należałoby inwestować w te firmy, które w 2005 r. wzrosły wolniej niż rynek, czyli w Pekao i Bank Handlowy? Ale sytuacja jest dynamiczna, być może już za miesiąc, po analizie wyników kwartalnych, będę podnosił prognozy i rekomendacje.

Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Odbył studia doktoranckie na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego i przygotowuje się do obrony pracy doktorskiej o tajemniczo brzmiącym tytule: Modele "ułomnej osoby prawnej". Ponadto w ramach działalności akademickiej zajmuje się prawem cywilnym. Posiada licencję doradcy inwestycyjnego. Pracował m.in. w Wood&Company i DI BRE Banku. Od 2005 r. jest zatrudniony w BDM PKO BP. Jego hobby to historia architektury (zwłaszcza polskiej architektury rezydencjonalnej), fotografia, historia doktryn politycznych i prawnych oraz wschodnie sztuki walki.

Najlepszy analityk

spółek przemysłowych

Tomasz Krukowski

Bardzo szybko, bo już w sierpniu, obniżył Pan rekomendację dla KGHM z "kupuj" do "trzymaj". Teraz istotnie podniósł Pan wycenę (z 53 zł do 81 zł) i znów zaleca kupowanie tych akcji. Jakie czynniki skłoniły Pana do zmiany zdania?

Istnieje kilka powodów, dla których uważam, że akcje KGHM będą dalej zyskiwać na wartości. Po pierwsze, wydaje się, że mamy do czynienia z supercyklem na rynku miedzi. Strukturalny wzrost popytu na ten metal w Azji, nie tylko w Chinach, ale i w nabierającej tempa gospodarce indyjskiej, powinien go wydłużyć oraz ustalić średniocykliczne ceny na wyższych poziomach niż do tej pory obserwowaliśmy. Po drugie, KGHM wyceniany jest z dużym dyskontem do innych producentów miedzi, które - moim zdaniem - nie jest w pełni uzasadnione. Po trzecie, deklarowany przez spółkę program wypłaty dywidend powoduje, że również akcjonariusze będą bezpośrednimi beneficjantami zysków generowanych przez KGHM.

Bez względu na to jak dobrze wyglądają perspektywy KGHM, czy zgodzi się Pan z opinią, że jest to spółka podatna na gwałtowne odwrócenie trendu wzrostowego?

Nie. Zgodziłbym się z opinią, że w krótkim terminie akcje KGHM mogą być podatne na duże wahania wywołane zmiennością obserwowaną na rynku miedzi. W średnim i długim terminie cena powinna odzwierciedlać solidne fundamenty spółki, więc trend wzrostowy powinien być utrzymany.

Jak wyglądają perspektywy branży budowlanej na 2006 rok? Kursy spółek z tego sektora, które Pan ocenia - PBG i Polimeksu - wzrosły w 2005 roku około 100%. Czy to wyczerpuje ich potencjał, czy też, z uwagi na oczekiwane przyspieszenie inwestycji, można po nich oczekiwać czegoś więcej? A może teraz pora na inne firmy?

Perspektywy wzrostu zysków w roku 2006 wśród spółek branży budowlanej są oczywiście bardzo optymistyczne. Jednakże wyceny spółek budowlanych w dużym stopniu to już dyskontują. PBG i Polimex zyskiwały najwięcej, jednak trzeba pamiętać, że najbardziej płynne spółki z reguły notowane są z premią do sektora. Dlatego też nie oczekiwałbym, że poziomy wyceny PBG czy Polimeksu zostaną osiągnięte przez inne spółki budowlane.

Z pięciu ostatnich rekomendacji, które wydał Pan w odniesieniu do Kęt, trzy zachęcają do kupna, w tym również bieżąca. Można zatem rozumieć, że w najbliższym czasie oczekuje Pan przełomu w notowaniach tych akcji, które od ponad dwóch lat krążą wokół 130 zł?

Kęty bardzo mocno ucierpiały w 2005 r. z powodu umacniającego się złotego oraz rosnących cen aluminium. Wydaje się jednak, że najgorsze jest już za spółką. Argumentem "za" jest również relatywnie niska wycena. Myślę, że jak tylko zobaczymy pierwsze oznaki wzrostu zysków w Kętach, czego oczekuję w pierwszej połowie roku, cena akcji istotnie pójdzie w górę.

Analityk CA IB Securities specjalizujący się w spółkach z sektora przemysłowego. Na rynku kapitałowym od 1999 r. Po ukończeniu studiów w Szkole Głównej Handlowej, rozpoczął prace w dziale analiz ABN AMRO Securities. Stąd w 2003 roku trafił do Soverign Capital, gdzie odpowiadał za analizy. Następnie odszedł do DM BZ WBK, w maju 2005 r. przeniósł się do CA IB Securities. Posiada licencję CFA.

Najlepszy analityk sektora TMT

Sobiesław Pająk

Akcje z sektora informatycznego są często wymieniane jako te, które mogą bardzo dobrze wypaść w tym roku. Czy podziela Pan to zdanie?

W bieżącym roku oczekuję wyraźnej poprawy wyników finansowych większości firm informatycznych z GPW, choć przyczyny tej poprawy będą mieć w poszczególnych przypadkach różny charakter. Z punktu widzenia wyceny wyraźna poprawa wyników finansowych firm informatycznych zdaje się już być jednakże w zdecydowanej większości przypadków odzwierciedlona w cenach akcji. Z drugiej strony, informacje napływające na rynek sugerują możliwość powrotu do pewnych dużych projektów informatycznych (TETRA, RUM itd.), na których realizację w przewidywalnej przyszłości rProjekty te stanowią czynnik mogący pozytywnie wpłynąć na fundamentalną wartość akcji. Choć nie mogę powiedzieć, że w kategoriach bezwzględnych akcje spółek informatycznych są obecnie tanie, to na tle całego rynku przestają być bardzo drogie. Oczekuję, że w tym roku sektor informatyczny będzie zachowywał się lepiej od indeksów giełdowych. Choć w perspektywie 12 miesięcy niekoniecznie musi to oznaczać oszałamiający zarobek w kategoriach bezwzględnych.

W 2005 r. znakomicie wypadły spółki medialne. Czy również ten rok będzie dla nich dobry? Jak wypadną na tle całego rynku?

Wyraźny, dwucyfrowy, wzrost nakładów netto na reklamę w połączeniu z dużą dźwignią operacyjną spółek medialnych oraz ich "niezbyt wymagającą" wyceną rynkową na początku 2005 roku sugerowały świetne zachowanie się cen akcji w roku ubiegłym. To oczekiwanie zmaterializowało się. Próba określenia zachowania się spółek medialnych w roku 2006 jest zdecydowanie trudniejsza. Sytuacja makro sektora (oczekiwana dynamika wzrostu nakładów na reklamę netto) jest równie zachęcająca co rok temu. Nakłady reklamowe w br. powinny ponownie wyraźnie wzrosnąć w ujęciu rok do roku i może to ponownie być wzrost dwucyfrowy. Co więcej, ewentualne (choć obecnie jeszcze niepewne) ograniczenie roli TVP na rynku reklamy stanowiłoby wodę na młyn pozostałych graczy na rynku reklamowym.

Biorąc pod uwagę wspomnianą wcześniej dużą dźwignię operacyjną wbudowaną w model biznesowy firm medialnych, najbliższe 12 miesięcy powinno stanowić okres dalszej finansowej prosperity (choć z drugiej strony, poziom raportowanych zysków będzie w niektórych przypadkach zaniżany przez istotne - idące w dziesiątki milionów złotych - koszty opcji). Innymi słowy, z perspektywy top-down wszystko przemawia za kolejnym bardzo udanym rokiem dla spółek medialnych.

Jednakże w przeciwieństwie do sytuacji sprzed roku, gdy za mocnym zaangażowaniem w akcje spółek sektora medialnego przemawiały zarówno czynniki sektorowe, jak i charakterystyczne dla poszczególnych firm, w chwili obecnej te drugie nakazują pewną ostrożność. Po pierwsze, niektóre ze spółek medialnych stały się po prostu drogie, dyskontując bardzo optymistyczne scenariusze wzrostu w najbliższych latach. Choć obecnie nie widać oczywistych czynników mogących pogorszyć nastawienie rynku do tej grupy firm wydaje się, że przy bieżącym poziomie oczekiwań spółki te nie mogą pozwolić sobie choćby na kwartał słabszych wyników, by nie zawieść oczekiwań rynku. Po drugie, te z firm medialnych, które nie stały się jeszcze bardzo drogie, stoją w obliczu ryzyka istotnego zaostrzenia się konkurencji w najważniejszych dla nich segmentach rynku. W oczywisty sposób stanowić to może czynnik powodujący erozję dynamiki wzrostu zysków.

Dyrektor Departamentu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego CDM Pekao. Członek Komitetu Inwestycyjnego tego biura. W nim zaczynał pracę (w Departamencie Strategii i Rozwoju). Potem przeniósł się do Departamentu Podatków Arthura Andersena. Stąd trafił do TFI Korona, gdzie pracował jako analityk akcji. Następnie odszedł do Wood&Company na stanowisko dyrektora Departamentu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego. Jest absolwentem Handlu Zagranicznego Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Potem z wyróżnieniem ukończył Bankowość i Finanse na Uniwersytecie Walii w Bangor. Od ponad 6 lat posiada licencję CFA.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama