Rosnący dług publiczny nie oznacza tylko gorszych pozycji w różnego rodzaju rankingach, ale przede wszystkim - duże wydatki budżetu. W końcu jedną obligację można wykupić, emitując nową, ale trzeba też płacić odsetki. I odsetek jest coraz więcej.
Jeszcze w 2000 roku, ostatnim przed spowolnieniem gospodarczym, obsługa długu kosztowała 18 mld zł. Rok później było już 15% więcej, w 2002 roku koszty znowu wzrosły o 15%. Potem, w 2003 roku, udało się zahamować ten błyskawiczny przyrost, a w 2004 roku doszło do obniżenia wydatków na obsługę długu - z 24,1 mld zł do 22,6 mld zł. Jednak ubiegły rok znowu przyniósł wzrost kosztów obsługi - do końca listopada z państwowej kasy wydano na ten cel 24 mld zł.
Stanowi to aż 12% wydatków budżetu w ciągu 11 miesięcy 2005 roku. Gdyby nie było potrzeby wydawania pieniędzy na duży i coraz bardziej rosnący dług, deficyt budżetowy w ubiegłym roku - planowany - wynosiłby nie 35 mld zł, ale 10 mld zł (planowane koszty na ubiegły rok wynosiły bowiem przeszło 25 mld zł). Faktycznie, na obsługę zadłużenia w 2005 roku poszły nie tylko w całości wpływy z podatku od osób fizycznych - 21,6 mld zł do końca listopada - ale i część podatku od firm (wpływy wyniosły 13,7 mld zł).
Oczywiście, nadal jest możliwość redukcji kosztów obsługi długu, ale nie ma szans na tak znaczne ograniczenie, jak to nastąpiło w latach 2003-2004, gdy dzięki spadkowi inflacji i stóp procentowych można było obniżyć wydatki na krajowe zadłużenie, a wejście do UE poprawiło wyceny naszych papierów na zagranicznych rynkach. Można jeszcze spłacić część kredytów udzielonych nam przez Klub Paryski, ale te oszczędności nie będą już znaczące. Za to coraz większy dług może doprowadzić do kłopotów z obsługą zobowiązań, a wówczas czeka nas gwałtowny spadek cen obligacji oraz kursu złotego.
O tym, że na poprawę nie można liczyć, świadczą dane o wydatkach na obsługę zadłużenia w 2006 r. Mają wynieść ponad 28,3 mld zł. To absolutny rekord. Planowany deficyt to 30,5 mld zł. Faktycznie więc to koszty obsługi długu generują w tej chwili niedobór budżetowy. Znowu na spłatę odsetek zrzucą się wszyscy płacący PIT (25,6 mld zł planowanych wpływów), ale i część firm (20 mld zł zaplanowanych dochodów).