Na rynku kontraktów na WIG20 utrzymuje się podwyższona zmienność notowań. Wskaźnik ATR z 5 sesji od dwóch tygodni pozostaje ponad poziomem 65 pkt, natomiast w ujęciu procentowym przekracza 2%. Przy takich poziomach tego wskaźnika kształtowane były dwa poprzednie ważne szczyty - w I kwartale i na jesieni 2005 r. To jeden z poważniejszych argumentów przemawiających za tym, że również teraz, w okolicy 2900 pkt, rynek osiągnął maksimum.

Takich argumentów nie ma jednak więcej. Notowania nie zdołały nawet przeciąć miesięcznej średniej kroczącej, co było wstępem do mocniejszych spadków w roku ubiegłym. Interesujące jest to, że zwyżka z początku roku nie zachęciła nowego kapitału do otwierania długich pozycji. Ich liczba w porównaniu z końcem 2004 r. nawet się obniżyła. W czasie poprzednich ruchów zwyżkowych nowe rekordy otwartych pozycji sugerowały zbliżające się przesilenie. Pod koniec lutego 2005 r. LOP przekroczył 33 tys. sztuk, we wrześniu pokonał granicę 43 tys. sztuk. Teraz waha się w okolicy 30 tys. sztuk. Z faktu, że nie znaleźli się chętni do dołączenia do gry na zwyżkę można wysnuwać wnioski o braku wiary w trwałość ruchu. Z drugiej, w tym fakcie można upatrywać wytłumaczenia większej zmienności. Byłaby ona związana z większą liczbą inwestorów obawiających się przetrzymywać pozycje przez noc.

W tym kontekście ciekawe wnioski będą nadal płynąć ze zmian LOP. Przeciwną sytuacją do tej, jaka występowała w 2005 r., byłoby to, gdyby spadkowi towarzyszył jej wzrost. Można byłoby to odbierać jako sygnał pojawienia się przekonania, że ruch w dół może przybrać trwalszy i głębszy charakter niż w czasie poprzednich korekt. Byłaby to też więc zła wróżba w odniesieniu do tegorocznej koniunktury. Taki wariant na razie jest czysto hipotetyczny i nie musi się jednak wcale ziścić.