Sejm w nocy z wtorku na środę przyjął budżet na 2006 rok. "Za" głosowali posłowie PiS, Samoobrony, LPR i PSL, przeciw były PO i SLD. Jednak z wypowiedzi przedstawicieli rządu tuż po głosowaniu wynikało, że nie są zadowoleni z wprowadzonych do budżetu poprawek.
- Rząd podejmie pilne starania, aby podczas prac w Senacie odwrócić niekorzystne, jego zdaniem, zmiany w budżecie, wprowadzone w Sejmie - powiedział premier Kazimierz Marcinkiewicz. Wskazał przede wszystkim na poprawki obniżające planowane wydatki na obsługę długu publicznego - zagranicznego (o 80 mln zł) i krajowego (40 mln zł). Jego zdaniem, może to utrudnić spłacanie zobowiązań, gdyby doszło do osłabienia złotego. - To może być niekorzystne w sytuacji, gdyby rząd chciał utrzymać taki poziom złotego, aby eksport był opłacalny, a wzrost PKB wyższy niż 5% rocznie - stwierdził.
Premier powiedział też, że rządowi nie podobają się redukcje wydatków części urzędów, w tym kancelarii premiera i prezydenta.
Także Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów, nie była zadowolona z poprawek. - Jest to budżet gorszy, niż był - stwierdziła. - Pozostaje mieć nadzieję, że Senat ponownie wprowadzi zmiany w kierunku pożądanym przez rząd.
To nie powinno stanowić problemu, gdyż przewaga PiS w Senacie jest o wiele większa niż w Sejmie. Klub senacki PiS liczy - po wyborach uzupełniających w Częstochowie - 49 osób (na 100 senatorów ogółem). Wystarczy więc pozyskać poparcie Samoobrony lub któregoś z senatorów niezależnych, żeby bez problemu wprowadzić pożądane przez rząd poprawki.