Pierwsza sesja nowego tygodnia nie przyniosła większych zmian i emocji. Można odnieść wrażenie, że rynek powoli stygnie z emocji. Wskazują na to obroty, a także zmiany cen największych firm. Niewykluczone jednak, że znów zrobi się goręcej. Prognozy KGHM na 2006 r. są niższe od oczekiwań analityków. Jednocześnie uwagę zwraca wzrost kosztów produkcji. O ile ostrożne szacunki zysku mogłyby przejść bez większego echa, bo inwestorzy przypomnieliby sobie, że również na 2005 r. prognozy spółki były bezpieczne, to większe koszty produkcji mogą poważnie zaniepokoić. Mocna zwyżka notowań z ostatnich tygodni powoduje, że akcje KGHM nie mają już buforu chroniącego przed wpływem na kurs złych informacji.

Papiery miedziowego kombinatu nadawały ton naszej giełdzie w minionym tygodniu i były głównym motorem rozpoczętej na jesieni zwyżki. Pogorszenie nastawienia do niej znalazłoby odbicie w kondycji całego parkietu. Obawy są tym większe, że obserwujemy zmianę nastrojów na amerykańskim rynku obligacji. Rentowność 10-latek utrzymuje się powyżej 4,5%, skąd prosta droga do ataku na ubiegłoroczny szczyt. To powinno chłodzić nastawienie do rynków wschodzących. Ubiegły tydzień jeszcze nie przyniósł osłabienia tempa napływu środków do funduszy lokujących na emerging markets. Otrzymały one 1,66 mld USD, co przez pierwsze cztery tygodnie tego roku dało w sumie 8,5 mld USD. Dla przypomnienia w całym 2005 r. napłynęło do nich 20,3 mld USD. Pomimo wartkiego strumienia świeżych środków ubiegły tydzień na naszym parkiecie nie przyniósł już większych zmian. Podobnie było na Węgrzech, co może wskazywać, że szał zakupów w naszym regionie mija.

W związku z utrzymującą się dysproporcją pomiędzy notowaniami ropy (znajdują się blisko ubiegłorocznego rekordu) a cenami benzyny (daleko im do szczytów) pojawiają się dwie kwestie. Z jednej strony, jest to obawa o wyniki PKN Orlen, z drugiej o spekulacyjny charakter zwyżki cen ropy z ostatnich tygodni. To może oznaczać, że obecny wzrost cen ropy jest ostatnim przed głębszą zniżką.