Reklama

Jałowe debaty polityków

Trzeba mieć nadzieję, że przy okazji nowych wyborów debata gospodarcza będzie bardziej kompetentna

Publikacja: 01.02.2006 07:54

Chociaż sytuacja polityczna zmienia się jak w kalejdoskopie, ostatnie wydarzenia w Sejmie pokazują, że szanse na wcześniejsze wybory stopniowo rosną. Nie wiadomo jeszcze, czy prezydent zdecyduje się rozwiązać parlament (oznaczałoby to, że Polacy pójdą do urn już w marcu), czy też da Sejmowi kolejną szansę. Jednak nawet w tym przypadku rząd wciąż będzie musiał szukać większości dla swoich ustaw. A poparcie partii, które obecnie ochoczo deklarują chęć podpisania paktu stabilizacyjnego, wcale nie musi okazać się stabilne. Zresztą, wiele wskazuje, że na "małą stabilizację" nie ma co liczyć. Oznacza to, że szanse na wybory są duże, a nawet jeżeli do nich nie dojdzie w marcu, to mogą się odbyć kilka miesięcy później.

Niezależnie od ostatecznego terminu, wybory będą oznaczać powrót do kampanii wyborczej, w tym również do dyskusji na temat różnic między programami gospodarczymi poszczególnych ugrupowań.

Pouczające może być to, że ubiegłoroczna kampania została zdominowana przez rozpływające się w powietrzu pluszaki oraz lodówkę, w której zamiast żywności właściciel miał tylko puste półki. Niewątpliwie dobrze się stało, że kwestie gospodarcze okazały się tak istotne w walce przedwyborczej. Szkoda tylko, że dyskusję nad kształtem systemu podatkowego sprowadzono wyłącznie do haseł. Zabrakło w niej poważnych argumentów, które mogłyby wyjaśnić racje każdej ze stron uczestniczących w sporze. W rezultacie przeciętny wyborca nie dowiedział się, jakie w rzeczywistości mogą być korzyści lub wady podatku liniowego. Z jednej strony, słyszał tylko, że "płaski" podatek może być panaceum na wszelkie bolączki Kowalskiego. Z drugiej strony, płynęły czytelne przekazy, że cały eksperyment skończy się zniknięciem żywności z lodówki oraz zabawek z pokoju dziecięcego. Niestety, w tym zamieszaniu nie pojawiły się żadne poważne wyliczenia lub przynajmniej podsumowanie skutków zmian podatkowych.

Niewątpliwie, w demokracji większość głosujących decyduje o tym, w jakiej rzeczywistości przyjdzie żyć całemu społeczeństwu. Nawet jeżeli wybór pada na relatywnie bardziej skomplikowany system podatkowy, należy to uszanować. Tyle tylko, że przed podjęciem decyzji obywatele powinni mieć okazję zapoznać się z rzetelną oceną skutków poszczególnych rozwiązań. Dotychczas takiej możliwości nie mieli, gdyż żadne z ugrupowań biorących udział w dyskusji nie kwapiło się do przedstawienia w poważny sposób swoich argumentów. O ile w przypadku przeciwników podatku liniowego strategia taka nie dziwi, o tyle w przypadku jego zwolenników bierną postawę można uznać za zaskakującą. Niezależnie od motywów takiego postępowania, doprowadziło do tego, że cała debata podatkowa okazała się jałowa.

Pozostaje mieć tylko (nikłą) nadzieję, że przy okazji nowych wyborów, cała debata gospodarcza będzie miała inną formę. Wówczas dyskusja dotycząca polityki ekonomicznej mogłaby zostać oparta na wymianie poglądów, a nie wyłącznie na głoszeniu krzykliwych haseł.

Reklama
Reklama

Starszy ekonomista

Citibank Handlowy

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama