Google jest na giełdzie od lata 2004 r. Dotąd firma z Mountain View miała dla inwestorów wyłącznie dobre wiadomości, a jej akcje pięły się w zawrotnym tempie. Z 85 USD w ofercie publicznej zdrożały ostatnio powyżej 470 USD. Kapitalizacja internetowego potentata była już wyższa niż Coca-Coli czy Cisco Systems.

We wtorek, po zamknięciu notowań, na Wall Street Google ogłosiło raport, informując, że w minionym kwartale jego zysk skoczył o 82%, do 1,54 USD na jedną akcję (372 mln USD ogółem). Przyzwyczajeni do znacznie większej dynamiki analitycy oczekiwali jednak zysku na poziomie 1,78 USD na papier. Google tłumaczyło się, że wzrost byłby szybszy, gdyby nie rosnące wydatki i obciążenia podatkowe. Dyrektor finansowy George Reyes przedstawił wyliczenia, według których efektywna stopa oprocentowania zysku Google zwiększyła się do 41,8%, z 31% w trzecim kwartale. Spółka podążyła śladem konkurencyjnego portalu Yahoo!, który rozczarowujące wyniki przedstawił dwa tygodnie temu.

W obrocie posesyjnym akcje Google przeceniono nawet o 19%. Wczoraj po otwarciu giełd inwestorzy okazali się bardziej wyrozumiali - papiery spadały o ok. 10%. Ale to i tak największa przecena w giełdowej historii firmy. Wcześniej o 8,5% spadły 20 stycznia, kiedy na rynku pojawiły się opinie, że papiery mogą być przewartościowane.

- Nowe produkty Google mogą rozkwitnąć pod koniec dekady i akcje nie powinny tego jeszcze dyskontować - ocenił Lee Westerfield, analityk z Harris Nesbitt. Papiery wyszukiwarki były ostatnio notowane ze wskaźnikiem Cena/Zysk na poziomie 77, czyli ponaddwukrotnie wyższym od średniej dla spółek z rynku Nasdaq.

Bloomberg