Amerykańska sieć telewizyjna ABC zarobi w najbliższą niedzielę 2,5 miliona dolarów za 30-sekundową reklamę podczas corocznego finału rozgrywek futbolu amerykańskiego. To o 100 tysięcy dolarów więcej niż rok temu.

W finale w Detroit zmierzą się drużyny Pittsburgh Steelers z Seattle Seahawks. Ale Super Bowl to nie tylko trzygodzinny spektakl, w którym 22 ubranych w hełmy zawodników walczy o owalną piłkę. To wielki festiwal marketingowy: opatrzone słowem "super" wyprzedaże w sklepach, wspólne zabawy połączone z oglądaniem transmisji i masowymi zakupami piwa oraz pizzy. A także masowe wycieczki do miasta, w którym organizuje się finał. Tylko na towary opatrzone logo Super Bowl kibice wydadzą przynajmniej 100 milionów dolarów. Kilkanaście razy więcej postawią w legalnych i nielegalnych zakładach na wynik meczu. Przynajmniej pół miliarda dolarów zarobi na czysto Detroit - miasto, które jest organizatorem tegorocznego finału.

Super Bowl to prawdziwy festiwal reklam. Nie ma bowiem innej imprezy, podczas której przed telewizorami zasiada w USA jednocześnie około 140 milionów konsumentów, aby obejrzeć jedno wydarzenie sportowe. Co więcej, wielu widzów chętnie ogląda także reklamy, bo wiadomo, że producenci potrafią przygotować na tę okazję prawdziwe perełki. 68% z nich zwraca uwagę na ogłoszenia podczas transmisji, 52% przyznaje, że rozmawia o reklamach następnego dnia. Aż 8% ogląda Super Bowl tylko dla reklam.

To prawdziwy raj dla specjalistów od reklamy: nie ma innego programu na świecie, w którym aż 10 milionów konsumentów jest zainteresowanych tylko spotami. Tradycyjnie podczas Super Bowl ogłaszają się największe amerykańskie korporacje: Anheuser-Bush (producent piwa Budweiser), Pepsi-Cola, Federal Express czy Visa.

Nowy Jork