- Mówiliśmy, że w 2007 roku chcemy mieć 12 obiektów, ale być może będzie ich więcej, około 18. Na koniec 2008 r. może ich funkcjonować ok. 22 - powiedział PAP Mariusz Wojdon, wiceprezes Almy Market. W związku z tym krakowska firma szuka sposobów na przyspieszenie rozwoju. Nie wyklucza kupna spółki, która ma własną sieć. Jak zaznaczył wiceprezes Wojdon, rozmowy w tej sprawie są jednak trudne. Jak powiedział, otwarcie większej liczby placówek będzie możliwe m.in. dzięki temu, że nowe sklepy będą mniejsze. - Zmieniamy format i planujemy otwierać mniejsze obiekty, ale na pewno zrealizujemy nasz program - 30 tys. m2 powierzchni sprzedaży w 2007 roku - zapewnił. Dodał, że na ten rok Alma planowała otwarcie 4 obiektów, ale może nie zrealizować planów. Wtedy otwarcie dwóch sklepów przesunie się na początek 2007 r.
Przed dwoma laty firma informowała o zamiarze sprzedaży spółki zależnej Krakchemia, jednak do tej pory nie podjęła decyzji. - Spółka rozwija się bardzo dobrze. Traktujemy ją jako długoterminowe aktywa finansowe - wyjaśnił Mariusz Wojdon. Dodał, że choć Alma nie szuka aktywnie potencjalnego nabywcy, to gdyby taki się znalazł i zaproponowałby dobrą cenę, może dojść do transakcji. Alternatywą jest upublicznienie Krakchemii i jej debiut na GPW. - To wzmocniłoby spółkę kapitałowo. Zyskałaby silniejszą pozycję na rynku polskim, a być może nawet można byłoby myśleć o rynku europejskim - powiedział Mariusz Wojdon. Decyzja w tej sprawie ma zapaść najwcześniej w drugiej połowie tego roku.
Inwestorzy dobrze przyjęli zapowiedzi rozwoju sieci sklepów i możliwość wprowadzenia Krakchemii na warszawski parkiet. W poniedziałek kurs akcji Almy zwyżkował o 6,47%, do 29,60 zł.
PAP