Piątek przyniósł falę optymizmu na rynkach akcji w naszym regionie, przy czym sytuacja techniczna poszczególnych indeksów jest bardzo zróżnicowana. Co więcej, tak znacznych różnic nie obserwowaliśmy od dłuższego czasu. Podczas gdy na początku stycznia to nasz rynek święcił największe triumfy, to obecnie WIG20 wypada raczej blado na tle lokalnych konkurentów. Nie potrzeba wielkiego wysiłku, by znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy - jest nią KGHM. Do czasu załamania w końcu stycznia to właśnie notowania miedziowego koncernu zapewniały warszawskiemu indeksowi przewagę. Od tego czasu relacje się zmieniły.
Gdy WIG20 dopiero odrabia straty z niedawnej przeceny, to sytuacja techniczna indeksów na Węgrzech i w Czechach zdecydowanie sprzyja kupującym. W piątek w obu przypadkach wygenerowane zostały tam sygnały kupna. Żadnych wątpliwości pod tym względem nie ma szczególnie w przypadku czeskiego PX50, który po pięciu tygodniach wąskiej konsolidacji wreszcie wybił się w górę, ustanawiając tym samym nowe maksimum hossy. W tej chwili praktycznie nie ma przeszkód w kontynuacji zwyżki. Wspomniana konsolidacja pozwoliła zneutralizować silne wykupienie. Z jeszcze dłuższego (6-tygodniowego) trendu bocznego wybił się w górę także budapeszteński BUX. W tym przypadku sytuacja jest jednak mniej optymistyczna. BUX ma przed sobą kolejny, potencjalnie jeszcze silniejszy opór. Jest nim szczyt z początku października ub.r. - 23 672 pkt. Obecnie brakuje do niego jeszcze 2,1%. W nieco większej odległości od styczniowego maksimum znajduje się WIG20. Z uwagi na silne powiązania między obiema giełdami kombinacja tych oporów może okazać się kluczowa dla rozwoju sytuacji w naszym regionie.
Dzięki piątkowemu wybiciu, indeksy regionu zaczynają wreszcie doganiać rynki w Europie Zachodniej. Ostatnio korelacja w stosunku do niemieckiego DAX mocno się rozluźniła. W połowie stycznia załamanie frankfurckiego indeksu praktycznie nie miało wpływu na koniunkturę na rynkach regionu, podobnie jak silne odbicie w końcu ubiegłego miesiąca.