- Musimy zrozumieć obawy, jakie mają mieszkańcy USA, którzy są zaniepokojeni tą transakcją oraz rozwiać je w interesie wszystkich stron - stwierdził Ted Bilkey, jeden z dyrektorów Dubai Ports World. Jego firma przejęła prawo do prowadzenia amerykańskich portów od brytyjskiej spółki P&O za 6,8 mld USD.

Sprawa przejęcia kontroli nad portami przez spółkę, w której udziałowcem jest m.in. rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stała się w USA przedmiotem gorących politycznych sporów. Wielu członków Kongresu zapowiedziało ustawowe zablokowanie przejęcia przez Dubai Ports World kontroli nad portami. Zaprotestowały też władze stanowe. Nowy Jork i New Jersey wniosły sprawę do sądu, chcąc doprowadzić do zerwania kontraktów o dzierżawie terenów na Manhattanie i w Newarku.

Zupełnie inne stanowisko zajmują przedstawiciele administracji. Zastępca sekretarza obrony Gordon England ostrzegł podczas przesłuchań w Komisji Sił Zbrojnych Senatu USA, że to właśnie zastopowanie transakcji może odbić się negatywnie na bezpieczeństwie Stanów Zjednoczonych, ponieważ będzie alienować nielicznych arabskich sojuszników USA. Prezydent George W. Bush zapowiedział zawetowanie ustawy dotyczącej bezpieczeństwa portów, ale może się to okazać politycznie niebezpieczną taktyką, ponieważ jego weto może zostać obalone. Wejście spółki z ZEA ma na Kapitolu swoich przeciwników po obu stronach politycznej barykady. Krytycy przypominają, że choć Zjednoczone Emiraty Arabskie są dziś sojusznikiem Ameryki, to jednak w minionym ćwierćwieczu ZEA popierały radykalne ruchy islamskie. Kraj ten służył jako centrum operacyjno-finansowe dla zamachowców, którzy zaatakowali Amerykę 11 września 2001 r. i, jako jedne z niewielu państw na świecie, uznawał także rząd talibów w Afganistanie. ZEA uważane były także przez wywiady różnych krajów za ważny punkt przerzutowy na czarnym rynku materiałów rozszczepialnych.

Nowy Jork