Jakie zjawisko uważa Pan za najbardziej charakterystyczne dla warszawskiego rynku deweloperskiego w 2005 roku?
W ubiegłym roku sytuacja na stołecznym rynku deweloperskim rozwijała się bardzo dynamicznie. Przez cały rok popyt na mieszkania utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie. Sytuacja sprzyjała oczywiście firmom deweloperskim. Nic więc dziwnego, że w Polsce pojawiło się wiele nowych podmiotów. Krótko mówiąc: cała Europa zainteresowała się Warszawą. Bardzo wiele firm chce u nas inwestować. Co ciekawe, pojawili się także prywatni inwestorzy. W Warszawie mieszkania kupowało w zeszłym roku także wielu obcokrajowców.
Skąd zainteresowanie naszą stolicą?
To oczywiście także swego rodzaju moda, ale nie tylko. Panuje bowiem dość powszechne przeświadczenie, że inwestycje w nieruchomości w naszej części Europy, w tym głównie w największych miastach, a przede wszystkim w Warszawie, to znakomita lokata kapitału. Prywatni, nieprofesjonalni inwestorzy liczą na to, że cena mieszkań kupionych przez nich teraz, za jakiś czas będzie znacznie wyższa.
To nowe zjawisko. Jak Pan je ocenia?