Reklama

Europa lubi Warszawę

Z Jarosławem Szanajcą, prezesem Polskiego Związku Firm Deweloperskich, rozmawia Bartłomiej Mayer

Publikacja: 28.02.2006 09:39

Jakie zjawisko uważa Pan za najbardziej charakterystyczne dla warszawskiego rynku deweloperskiego w 2005 roku?

W ubiegłym roku sytuacja na stołecznym rynku deweloperskim rozwijała się bardzo dynamicznie. Przez cały rok popyt na mieszkania utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie. Sytuacja sprzyjała oczywiście firmom deweloperskim. Nic więc dziwnego, że w Polsce pojawiło się wiele nowych podmiotów. Krótko mówiąc: cała Europa zainteresowała się Warszawą. Bardzo wiele firm chce u nas inwestować. Co ciekawe, pojawili się także prywatni inwestorzy. W Warszawie mieszkania kupowało w zeszłym roku także wielu obcokrajowców.

Skąd zainteresowanie naszą stolicą?

To oczywiście także swego rodzaju moda, ale nie tylko. Panuje bowiem dość powszechne przeświadczenie, że inwestycje w nieruchomości w naszej części Europy, w tym głównie w największych miastach, a przede wszystkim w Warszawie, to znakomita lokata kapitału. Prywatni, nieprofesjonalni inwestorzy liczą na to, że cena mieszkań kupionych przez nich teraz, za jakiś czas będzie znacznie wyższa.

To nowe zjawisko. Jak Pan je ocenia?

Reklama
Reklama

To oczywiście podkręca popyt, ale nie uważam, żeby było to zupełnie naturalną rzeczą. Obawiam się, że większość tych mieszkań będzie stała pusta, nie wynajęta.

A popyt i tak jest dość mocno podkręcony. Jaki wpływ na to miał Pana zdaniem brak planów zagospodarowania przestrzennego?

Dość istotny. Może nawet główny. I oczywiście wpłynął na to, że rozziew między popytem a podażą wciąż rósł. Stąd też dynamiczny wzrost cen mieszkań.

Zresztą to zjawisko nie będzie dotyczyło tylko 2005 roku, ale także kilku najbliższych lat.

Jaki będzie Pana zdaniem wzrost cen mieszkań w Warszawie w tym roku?

Spodziewamy się, że wciąż będzie on powyżej 10%. Wzrost cen w 2005 roku szacujemy na 14-16%. Podejrzewam, że i w tym roku będzie podobny. Bardziej niż spadek dynamiki, prawdopodobny jest jej wzrost.

Reklama
Reklama

Czyli mieszkania będą drożeć w co najmniej takim samym tempie, jak dotychczas?

Myślę, że tak.

Jakie nowe zjawiska będziemy mogli zaobserwować w tym roku?

Już od jakiegoś czasu rośnie zainteresowanie lokalami w tzw. wieżach mieszkalnych w centralnej części miasta. Jeszcze kilka lat temu mieszkania w wysokościowcach kojarzyły się z czasami PRL-u. Kupowano przede wszystkim mieszkania w niskich, najwyżej trzykondygnacyjnych budynkach z cegły. Teraz zainteresowanie mieszkaniami na tak "wysokim poziomie" stale rośnie.

Czyli na topie są mieszkania w kilkunastokondygnacyjnych blokach w centrum?

Nawet większych. Już szykuje się kilka takich 30-piętrowców.

Reklama
Reklama

Czy Pana zdaniem zapowiadana przez rząd pomoc państwa przy spłacie złotówkowych kredytów hipotecznych istotnie wpłynie na sytuację rynkową?

Myślę, że nie. Tego typu dopłaty będą miały ograniczony wpływ na rynek, bo będą dotyczyły dość wąskiej grupy mieszkań i inwestorów.

Znacznie większy potencjalny wpływ widzę w zakusach dotyczących ograniczeń w możliwościach korzystania z kredytów zaciąganych w obcych walutach. Jest to dla mnie niezrozumiałe. Po co zmieniać coś, co działa sprawnie i nie przyniosło dotychczas żadnego zagrożenia? Nie wiem, po co ktoś wkłada kij w ten machanizm.

Jakie będą ewentualne skutki takich ograniczeń?

Obawiam się, że ok. 30% ludzi, którzy dziś mają dzięki kredytom w obcych walutach zdolność kredytową, straci ją. To niewesoła perspektywa.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama