Słoneczne środowe popołudnie nad Bukaresztem. Embraer 170 LOT-u podchodzi do lądowania na bukareszteńskim lotnisku Otopeni. Na jego pokładzie jest kilkadziesiąt osób, w tym kilkanaście lecących do stolicy Rumunii, by odwiedzić tutejsze inwestycje Globe Trade Centre, dewelopera notowanego na warszawskiej GPW. Wśród nich analitycy, dziennikarze i - oczywiście - najwyższa reprezentacja GTC: przewodniczący rady nadzorczej Eli Alroy oraz członkowie zarządu: Piotr Kroenke (dyrektor generalny), Mariusz Kozłowski (dyrektor ds. rozwoju) i Hagai Harel (dyrektor ds. inwestycji zagranicznych). Na posterunku w Warszawie został Erez Boniel, który trzyma w ryzach finanse GTC.
Ludzie kluczowym aktywem
Pierwsze wrażenia po wylądowaniu bardzo sympatyczne. Na nasze twarze padają gorące promienie słoneczne, co jest bardzo miłym uczuciem po mroźnym i zachmurzonym warszawskim poranku. Na lotnisku Otopeni też lepsze warunki niż w Warszawie - tak jakoś luźniej. Czy to dlatego, że niedawno wylądowały jedynie dwa samoloty (a więc ta stolica nie jest tak często odwiedzana jak nasza)? A może dlatego, że po prostu terminal na Okęciu ze względu na swoje rozmiary nie dorasta bukareszteńskiemu? Moje rozmyślania przerywa pojawienie się Raluki Teposu, dyrektor marketingu GTC Romania. Młoda, rozradowana dziewczyna... Szefowie GTC nieraz przekonywali, że bardzo ważną siłą i wartością tej firmy są jej ludzie. Teraz wiem, że nie chodzi tylko o ich kompetencje, doświadczenie czy kontakty, ale również o zewnętrzne walory.
Wkrótce poznajemy też Shimona Galona, szefa GTC Romania. Postawny, trochę łysiejący mężczyzna - na pierwszy rzut oka solidnie stąpający po ziemi (jego polscy przełożeni mogą być pewni, że dobrze pilnuje ich rumuńskich interesów). Przywitał nas... zabierając nam wszystkim paszporty. - Przy odbiorze inkasujemy po 10 dolarów za każdy. Tak tu dorabiamy do interesu, żeby nasza spółka matka mogła pochwalić się przed inwestorami kolejny raz rekordowymi zyskami - żartuje.
Jedziemy do hotelu. Droga w remoncie. - To Unia Europejska dała na to pieniądze. Musimy zdążyć z jej przebudową przed wstąpieniem Rumunii do Wspólnoty, czyli do przyszłego roku - mówi S. Galon. Za unijne pieniądze ma być wkrótce przebudowane całe centrum komunikacyjne Bukaresztu. To obecne i tak nie wygląda najgorzej. Zaskakują niezwykle szerokie aleje o bardzo dobrej nawierzchni (dlaczego warszawscy drogowcy nie mogą sobie poradzić z dziurami?). Wystarczyła 20-minutowa przejażdżka, żeby z głów zaproszonych gości znikły już pewne stereotypy dotyczące Rumunii. Piszcząca bieda, żebracy - to nie tu, przynajmniej nie w tej części stolicy (następnego dnia się przekonamy, że nie tylko w tej).