Zanim trafił Pan do Hydrobudowy Śląsk był Pan wieloletnim prezesem poznańskiego Energopolu-7, czyli późniejszego Maxera, z którym - delikatnie mówiąc - nie rozstał się Pan w najlepszych stosunkach. Właściciel firmy, Zbigniew Jakubas, jak i jej obecny zarząd twierdzą, że jest Pan winny upadłości Maxera. Do prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Pana przestępstwa. Jako prezes spółki działać Pan miał na jej szkodę, gdyż m.in. nie przeciwdziałał pogarszającej się sytuacji finansowej. Czy doprowadził Pan Maxera do bankructwa?
Problem jest skomplikowany, ale odpowiadając krótko: nie. Do momentu złożenia przeze mnie rezygnacji z pełnienia funkcji prezesa zarządu (nie wgłębiając się w przyczyny tej rezygnacji, bo to odrębny temat), jestem przekonany, że Maxer nie kwalifikował się do ogłoszenia upadłości. Dlaczego? Otóż w tym czasie nie mieliśmy żadnych zaległości wobec organów publicznych (czyli urzędu skarbowego czy ZUS), ani żadnych zaległości z tytułu wynagrodzeń wobec prawie 1,2 tysiąca pracowników. Natomiast, jeśli chodzi o wywiązywanie się z zobowiązań płatniczych wobec naszych kontrahentów, to regulowane były w miarę wpływu pieniędzy od inwestorów, z pewnym opóźnieniem. Płynność finansowa była słabą stroną Maxera.
Jeśli miałbym wskazać główną przyczynę problemów z płynnością, to byłyby to długie terminy otrzymywania pieniędzy z kontraktów, które były współfinansowane z funduszy unijnych. Przykładowo: w 2004 roku taki średni czas wpływu gotówki z kontraktu wynosił od 60 do 105 dni. Z ekonomicznego punktu widzenia, aby firma była w stanie obsługiwać takie kontrakty, powinna mieć dostęp do limitów kredytowych w wysokości 2- lub 3-krotności miesięcznych obrotów. To by zabezpieczyło płynność. Banki tymczasem podchodziły do Maxera z dużą ostrożnością, a nawet nieufnością, m.in. w związku z kłótniami między byłymi akcjonariuszami spółki (Energopolem Warszawa i osobami z byłego kierownictwa tej firmy - red.), którzy ostatecznie sprzedali swoje akcje panu Jakubasowi.
W jakiej kondycji zostawił więc Pan poznańską firmę?
Podam kilka konkretów. Gdy odchodziłem z firmy nasze należności od inwestorów plus roboty do zafakturowania o kilka milionów złotych przewyższały nasze zobowiązania wobec krajowych kontrahentów. Problemem było jednak zachowanie bieżącej płynności.