Mamy za sobą tydzień dość mocnego, jak na ostatnie czasy, spadku cen. Na wykresach tygodniowych pojawiła się sporej wielkości czarna świeca, która może wróżyć problemy, choć jeszcze nie jest to sytuacja, która sama w sobie przesądza o zmianie kierunku trendu. Kto spodziewa się po tej analizie klarownej i jednoznacznej prognozy, może się rozczarować. W punkcie, w którym zakończyły się piątkowe notowania, nie ma klarownych ocen. W tej chwili żadna ze stron rynkowej gry nie ma druzgocącej przewagi, a niedźwiedzie dawno nie były tak blisko przejęcia kontroli.
Koniec hossy blisko
Jest wiele czynników, które wskazują na to, że hossa dobiega końca. Od jakiegoś czasu są one tu przywoływane. W tym tygodniu pojawiły się kolejne, które mogą skutecznie wpłynąć na zatrzymanie trendu wzrostowego na warszawskim parkiecie. Do tych ważniejszych wydarzeń tygodnia zaliczyłbym wzrost rentowności amerykańskich obligacji. To z pewnością jeden z podstawowych czynników ryzyka dla posiadania polskich akcji. Wiadomo, że koniunktura na naszym rynku w dużym stopniu zależy od aktywności kapitału zagranicznego. Ten krąży po świecie, szukając najlepszych okazji do zarobku przy założonym poziomie ryzyka. Inwestycje w Polsce, czy chcemy tego czy nie, nie są uważane za szczególnie bezpieczne. Skoro zatem gdzieś na świecie rośnie rentowność instrumentów bezpieczniejszych, to siłą rzeczy rośnie zaangażowanie kapitału na tamtym rynku. Gdy tymi instrumentami są amerykańskie obligacje, ten mechanizm jest jeszcze bardziej widoczny. Trzeba pamiętać, że to właśnie te papiery są uważane za najbardziej bezpieczne i to mimo że sama gospodarka amerykańska ma swoje problemy, o których nieco później.
Wspomniany ostatni wzrost rentowności obligacji amerykańskich jest o tyle istotny, że dzięki temu sama rentowność np. 10--letnich obligacji osiągnęła poziomy nie widziane od wiosny 2004 roku. Nie jest więc to mało ważny wzrost, ale sygnał poważniejszej tendencji. Rentowność dziesięciolatek wyszła z przedziału, w którym przebywała od wielu miesięcy, sygnalizując tym samym możliwość dalszego wzrostu, a tym samym dalszego uatrakcyjniania inwestycji w te papiery. Ta zwyżka szybko odbiła się na notowaniach na rynku walutowym, gdzie błyskawicznie zaczął zyskiwać dolar jako waluta, w której kierunku zmierza kapitał, a zaczęły mocniej tracić waluty, z których kapitał wychodzi. W tej drugiej grupie był także polski złoty.
(Chwilowo?) wysokie