Giełda w pierwszej chwili bardzo dobrze przyjęła decyzję o sprzedaży 174 obiektów. Po jej ogłoszeniu akcje Karstadtu podskoczyły o 4 proc. W ciągu pół roku jego walory podrożały już dwukrotnie, odznaczając się tym samym najwyższą rentownością wśród stu największych spółek z giełdy we Frankfurcie (indeks HDAX).
Nabywcą nieruchomości jest spółka joint venture, w której Karstadt ma 49 proc. udziałów, a 51 proc. należy do amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Wpłaci ona na rachunek Karstadtu 3,7 mld euro bezpośrednio po zrealizowaniu transakcji. Pozoste 800 mln euro będzie pochodzić z udziału w zyskach joint venture.
- 4,5 mld euro to tylko suma na papierze i nie ma w tym przypadku mowy o rzeczywistej sprzedaży - powiedział jeden z inwestorów. Po południu do podobnego wniosku doszła większość giełdowych graczy. Nastroju nie poprawiły też słabe wyniki za 2005 r. W efekcie cena akcji niemieckiej spółki szybko spadła aż o 7 proc.
Thomas Middelhoff, prezes Karstadtu, jest jednak dobrej myśli. Chce w dalszym ciągu prowadzić sprzedane przez firmę placówki, które teraz będą przez nią wynajmowane. Pieniądze pochodzące z transakcji posłużą między innymi do ich modernizacji.
Ponieważ zamawianie towarów pocztą na podstawie tradycyjnego katalogu Quelle staje się coraz mniej atrakcyjne, koncern stara się więcej uwagi poświęcić sprzedaży internetowej. W ten sposób chce też rozwinąć działalność na rynkach zagranicznych. Branża detaliczna, w której działa Karstadt, duże nadzieje wiąże z lepszymi możliwościami zbytu w czasie organizowanych przez Niemcy piłkarskich mistrzostw świata.