Trzy główne indeksy pobiły wczoraj historyczne rekordy - WIG, MIDWIG i WIRR. Do szczęścia inwestorom brakuje już tylko - a może raczej aż - pokonania szczytów przez najważniejszy WIG20. Te rozbieżności między poszczególnymi indeksami nie są nowością. Można je było zauważyć już od kilku miesięcy. Co mogą oznaczać? WIG20 ciągle tkwi w średnioterminowym trendzie bocznym. Do podwójnego szczytu (2956 pkt) brakuje mu 3,2 proc., czyli niewiele mniej niż do marcowego dołka (2728 pkt) - 4,8 proc. Wczoraj nie zdołał nawet pokonać lokalnego maksimum sprzed trzech sesji - 2875 pkt. To niewątpliwie sygnał słabości największych spółek. Można mieć wątpliwości, czy obecna krótkoterminowa zwyżka ma szansę się utrzymać, gdyż oscylator stochastyczny dotarł już do strefy wykupienia. W okresie obecnej ponad dwumiesięcznej konsolidacji wskaźnik ten generuje trafne sygnały.
Podczas gdy WIG20 nie ma odwagi zaatakować podwójny szczyt, to sztuka ta udała się indeksowi MIDWIG. Wybicie z prostokąta pozwala prognozować jego zwyżkę powyżej 2900 pkt. Jeszcze inaczej zachowuje się w ostatnich miesiącach WIG. W jego przypadku w ogóle nie było podwójnego szczytu, ani konsolidacji w postaci prostokąta. Poprzednie dwa szczyty były położone coraz wyżej. Ponieważ jednak odległość między nimi była niewielka (1,8 proc.), to i tym razem wczorajsze przebicie maksimum nie musi stanowić sygnału trwałej zwyżki.
Pytanie jest takie czy słabość WIG20 zapowiada zatrzymanie zwyżki na szerokim rynku, czy wręcz przeciwnie - największe spółki podążą w górę śladem mniejszych firm. Wykres siły relatywnej wskazuje raczej na ten drugi wariant. Wskaźnik ten zbliża się do silnego wsparcia wynikającego z dołka z maja ub.r. Wówczas słabość walorów blue chips była przejściowa. Co ciekawe wówczas - podobnie jak obecnie - jednym ze "sprawców" spadku WIG20 był PKN Orlen, który znajdował się w lekko spadkowym trendzie. Obecnie Orlen jest przeciwwagą dla akcji KGHM, którym wczoraj udało się pokonać styczniowy szczyt.