Tradycja szkół MBA jest o co najmniej 1300 lat młodsza od historii szkolnictwa uniwersyteckiego. Najsłynniejsze uczelnie nie potrzebują ocen, gwiazdek przyznawanych przez krytyków i klasyfikacji. Inaczej jest z nowatorską edukacją szkół MBA, które chętnie widzą siebie w światowych rankingach. Inicjatorami najbardziej popularnych top list są media biznesowe: "Financial Times", "The Economist", "Business Week". Kryteria stosuje się bardzo podobne i, tak jak założenia programów MBA, opierają się one na zasadzie: im większe przełożenie efektów kształcenia na życie zawodowe, tym lepiej. Innymi słowy - stopa zwrotu z inwestycji ma być jak najwyższa w krótkiej perspektywie.
Amerykańska ekstraklasa
Najnowszy ranking 100 szkół "The Economist" pokazuje siłę amerykańskiej edukacji biznesowej. W pierwszej dziesiątce jest 8 uczelni ze Stanów Zjednoczonych. Zaskakuje pierwsze miejsce hiszpańskiej IESE (Universidad de Nawarra). Awansowała o 8 oczek od 2004 r. Tym większy to sukces, że szkoły europejskie niezwykle rzadko wygrywają z amerykańskimi. Dalej już lista wygląda standardowo. Na drugim miejscu jest Kellogg School of Management (Northwestern University), a na następnym - Tuck School of Business (Dartmouth College). Klasyfikacja ta dotyczy studiów dziennych. Absolwenci lidera rankingu mogą liczyć na 142 tys. USD rocznego wynagrodzenia. 96 proc. z nich znajduje pracę w ciągu 3 miesięcy po otrzymaniu dyplomu. MBA zza oceanu wygrywają z doskonale przygotowanymi zajęciami i solidnym programem. Jak pisze "The Economist" studenci tych uczelni z zapałem promują swoje szkoły.
Siła euro, mocna sieć
Autorzy rankingu pokusili się także o stworzenie kilku innych przydatnych w wyborze szkoły podrankingów. Okazuje się, że europejskie MBA wygrywają w kategorii "wzrost wynagrodzenia". Absolwenci brytyjskiej Ashbridge zarabiają średnio 200 tys. USD rocznie. Przewaga szkół ze starego kontynentu może być spowodowana mocnym euro, ale też bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Zwłaszcza w sektorze usług finansowych, który obok firm konsultingowych najchętniej zatrudnia ludzi po MBA. Europa może się też pochwalić sporą siecią absolwentów. Towarzystwo jest tutaj w większym stopniu multinarodowe niż w szkołach amerykańskich.