Wczorajsza sesja była kontynuacją sesji środowej, gdy popyt ujawnił swoją słabość w walce o nowe szczyty hossy. Widać to wyraźnie na wykresie dziennym, gdzie faktycznie doszło do odbicia od górnego ograniczenia lekko spadkowego kanału, w jakim wykres znajduje się od niemal trzech miesięcy. To ograniczenie okazało się na tyle mocne, że nie zostało nawet naruszone, nie mówiąc już o próbie pokonania niższego z dwóch kluczowych dla rynku lokalnych szczytów.
Problemy popytu widać nie tylko na wykresie dziennym, który siłą rzeczy dotyczy średniego terminu, ale też i wykres oparty na danych godzinowych wskazuje, że kupujący nie są w najlepszej formie. Zauważmy, że wczorajsze próby wzrostu cen nie zniwelowały całego spadku, jaki miał miejsce w drugiej części, sesji środowej. Tym samym nie można tu mówić o zanegowaniu jej przykrego dla byków wydźwięku.
Wnioski wydają się mało optymistyczne, co jakby nie współgra z plusem przy zmianie cen kontraktów. Plus to jednak nie wszystko. Okazał się on za mały, w stosunku do wcześniejszej przeceny. Zwłaszcza, że ta przecena pojawiła w dość ważnym miejscu. Pewnym ratunkiem dla posiadaczy długich pozycji byłoby teraz wykreślenie małej konsolidacji, co można by było odebrać jako zatrzymanie przed atakiem na opór, a nie odbicie, na które na razie się zanosi. Jednak nawet na podtrzymanie cen potrzeba kapitału, którego może zabraknąć, bo ten zza granicy jest raczej w odwrocie. Rosnąca rentowność papierów skarbowych w USA daje się powoli nam we znaki, co widać też po ostatnich notowaniach złotego. Pewną ciekawostką jest wysoki poziom indeksów mniejszych spółek, w czasie gdy WIG20 się ociąga. Mamy zatem kolejny symptom wskazujący na końcową fazę trwającej ponad 4 lata hossy.