Wskaźnik instytutu gospodarczego ZEW z Mannheim zmalał z 63,4 do 62,7 pkt. Głównym powodem są obawy, że wydatki konsumpcyjne Niemców mogą się zmniejszyć.
Spodziewano się wzrostu tego wskaźnika, mierzącego nastroje inwestorów instytucjonalnych oraz analityków, ale specjaliści podkreślają, że po zwyżce do rekordowych 71 pkt w styczniu ZEW wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.
Wolfgang Franz, szef ZEW, uważa, że powodem gorszych nastrojów inwestorów mogą być takie czynniki ryzyka, jak słabnąca gospodarka światowa i wysokie ceny ropy naftowej.
Mimo rosnącego eksportu Niemiec wydatki gospodarstw domowych nie zwiększają się, a Axel Weber, prezes Bundesbanku, uważa, że niechęć konsumentów do zwiększania wydatków może być hamulcem dla ekspansji gospodarki. Będą jej zaś sprzyjać eksport oraz inwestycje firm.
Bezrobocie jest wysokie (11,4 proc.) i wiele gospodarstw ma ograniczone zasoby finansowe. Sytuacja na rynku pracy powinna poprawić się w drugiej połowie roku i wtedy można spodziewać się ożywienia gospodarki. Jednak, zdaniem Stefana Bielmeiera, ekonomisty Deutsche Banku, będzie ono słabsze, niż się sądzi. Kiloński instytut ekonomiczny IfW prognozuje, że produkt krajowy wzrośnie w tym roku o 2,1 proc. i będzie to największe tempo od sześciu lat. Poprzednio przewidywał 1,5-proc. dynamikę PKB.