Co się stało w Turynie, że ta największa machina przemysłowa we Włoszech kręci się sprawniej i efektywniej?
Są nie tylko nowe auta, ale też inni ludzie. Fiatem zarządzają dzisiaj dwaj sprawni menedżerowie. Jeden to Luca Cordero di Montezemolo, były szef firmy Ferrari, należącej do Fiata, a drugim jest Sergio Marchionne, dyrektor generalny grupy i jednocześnie Fiata Auto, w którym skoncentrowano większość segmentu samochodowego (fiat, alfa romeo, lancia, ciężarówki).
Zmieniły się struktura zarządzania koncernem i styl, odświeżono kadrę, którą zasilili Stefan Ketter z Volkswagena (kierował amerykańskim biznesem niemieckiego koncernu) oraz Karl-Heinz Kalbfell z BMW. Była też wpadka. Przez włoską firmę przewinął się też Austriak Herbert Demel z Audi, któremu powierzono stanowisko dyrektora generalnego Fiat Auto, ale szybko doszło do rozstania, zaś stery przejął Marchionne.
Przeciwnicy zmian musieli odejść, a razem z nimi także ci, dla których zabrakło miejsca. We włoskich fabrykach zatrudnienie zmniejszono o połowę. Montezemolo i Marchionne załatwili też dwie bardzo ważne sprawy: spór z General Motors oraz ułożyli się z bankami.
W 2000 r. Gianni Agnelli, prezes grupy Fiata oraz Richard Wagoner, szef General Motors, największej firmy samochodowej świata, zawarli porozumienie, w rezultacie którego GM stał się właścicielem 20 proc. akcji Fiata Auto z opcją kupna pozostałych 80 proc. udziałów.
Jaki był powód tego aliansu? Rodzina Agnellich, kontrolująca Fiata, chciała mieć pewność, że biznes samochodowy trafi w odpowiednie ręce, jeśli nie uda się go naprawić. Z kolei ich amerykański partner starał się zabezpieczyć na froncie włoskim i zablokować konkurentów, zwłaszcza Daimler Chryslera oraz Forda. W 2000 r. DaimlerChrysler chciał kupić Fiata za 12 mld euro, ale oferta została odrzucona. GM nie był jednak w stanie zrealizować opcji, gdyż sam ma problemy finansowe. Sam problem trzeba było jakoś rozwiązać. Najpierw GM próbował wykręcić się z umowy i twierdził, że straciła ona ważność, kiedy Fiat został dokapitalizowany, a jego udziały rozwodniono. Ostatecznie Marchionne przekonał Wagonera, żeby zapłacił za rezygnację z wykonania opcji, a cenę ustalono na 1,5 miliarda euro. Ta kwota dobrze wpłynęła na ubiegłoroczne wyniki Fiata.