Reakcja rynku na zupełnie nieistotną z punktu widzenia zysków krajowych przedsiębiorstw informację o podniesieniu stopy procentowej w Chinach dobrze obrazuje, jak napięta jest atmosfera. Dodatkowo schłodził ją prezes PKN Orlen, przygotowując inwestorów na kolejny słabszy kwartał w wykonaniu swojej firmy. Tym samym próba wybicia notowań płockiej spółki powyżej poziomu 70 zł i zakończenia średnioterminowego trendu bocznego na razie się nie powiodła.

Wyraźny spadek indeksu WIG20 tym razem może zapowiadać większą korektę. Oto bowiem indeks największych spółek odbił się od górnego ramienia kanału wzrostowego, którego dolna linia przebiega przez dołki z października 2005 i marca 2006. Wsparcie to zbliża się do 2,9 tys. pkt. Za spadkiem przemawia też statystyka. Różnica między maksymalną wartością WIG20 na sesji i zamknięciem indeksu wyniosła 3,2 proc. Od początku 2003 roku tylko trzy razy była większa. Na marginesie warto zauważyć, że na cztery największe spadki WIG20 w trakcie sesji które miały miejsce od początku 2003 roku, trzy wydarzyły się w ostatnich siedmiu miesiącach. Ale wracając do statystyki - w ostatnich trzech latach zdarzyło się 21 razy, żeby WIG20 stracił w trakcie sesji przynajmniej 2 proc. Z tej próby 9 wydarzeń można zakwalifikować jako podobne do dzisiejszego. 10 dni po ich wystąpieniu WIG20 tracił średnio 1,9 proc. Największe straty w perspektywie dwóch tygodni indeks poniósł w kwietniu 2004 roku, kiedy powodem załamania również był KGHM.

Wsparcia w okolicach opisywanej linii trendu wzmacniają dodatkowo wierzchołki z początku tego roku, które do niedawna wyznaczały górne ograniczenie konsolidacji. Z punktu widzenia długoterminowej hossy wczorajsza sesja nie wyrządziła większych szkód. Rzadko zdarza się pojedyncza sesja o tak jednoznacznej wymowie, że na jej podstawie można prognozować zmianą trendu. Wczorajsze notowania nie przebiegały przy wyjątkowo wysokich obrotach, również skala spadku nie jest powalająca. Zakładam że rynek wróci jeszcze do poziomu ze środy.