Na warszawskim parkiecie w dalszym ciągu funkcjonuje mechanizm, który można w pewnym uproszczeniu (chyba niewiele odbiegającym od rzeczywistych motywów decyzji inwestorów) opisać tak: coraz wyższe notowania miedzi korzystnie wpływają na kurs KGHM, wzrost miedziowego kombinatu tworzy dobry nastrój na parkiecie, gdyż w dużym stopniu wpływa na indeksy oraz skłania do akceptacji wyższych wycen innych spółek. Duży wzrost indeksów powoduje, że zyski z funduszy inwestycyjnych są pokaźne, to zaś napędza nowe wpłaty, a ostatnio także rzutuje na postrzeganie posiadających udziały w TFI banków.
W tym łańcuchu zdarzeń kluczowe znaczenie ma czynnik najbardziej nieprzewidywalny w tej chwili, czyli ceny miedzi. Wczoraj do zwyżki wystarczył komunikat, że największe firmy wydobywające ten surowiec nie widzą możliwości istotnego spadku ceny dopóki nie odbudują się zapasy. Niby nic nowego, wszyscy to wiedzą, a cena podskoczyła aż o przeszło 600 USD na tonie. Trudno mieć w tej sytuacji wątpliwości, że decyzjami inwestorów rządzą teraz emocje. Nie sposób odgadnąć, do jakiego poziomu doprowadzą notowania miedzi. Łatwiej natomiast przewidzieć bieg zdarzeń po ustanowieniu szczytu, kiedy prawdopodobne jest gwałtowne załamanie ceny. Wtedy realne jest pojawienie się odwrotnego do aktualnie obserwowanego mechanizmu determinującego notowania na naszej giełdzie.
Porównanie jej zachowania z amerykańską prowadzi jednocześnie do wniosku, że sygnał do odwrotu z warszawskiego parkietu niekoniecznie musi nadejść z rynku miedzi. Przez ostatnie lata nigdy nie obserwowaliśmy tak dużej różnicy w rocznych dolarowych stopach zwrotu na giełdach polskiej i amerykańskiej. Przekroczyły w tym tygodniu 60 pkt proc. W pewnym stopniu do ich wzrostu przyczyniła się ostatnia aprecjacja złotego względem dolara. Dla inwestorów rozliczających się w tej walucie polskie akcje stały się mniej atrakcyjne, ewentualnie pojawiła się dodatkowa zachęta do realizowania zysków. W takiej sytuacji jeszcze bardziej zwiększa się znaczenie rodzimego kapitału, na którego barkach spoczywa dźwiganie "ciężaru" rynku.