Zakładom Chemicznym Police trudno będzie pierwszy kwartał zaliczyć do udanych. Przychody spółki zmniejszyły się wprawdzie dość nieznacznie: z ponad 410 mln zł, do 400 mln zł, jednak zyski poleciały na łeb, na szyję. Wynik netto zamknął się kwotą 4,44 mln zł, podczas gdy rok wcześniej przekroczył 30,6 mln zł. Mimo to, prezes Bachórski deklaruje, że jest zadowolony z rezultatów. - Mimo bardzo niekorzystnych warunków, w jakich musieliśmy działać w tym okresie, osiągnęliśmy zadowalające, dodatnie wyniki finansowe - wyjaśnia w rozmowie z "Parkietem".
Na wynik Polic w I kwartale wpływ miało wiele niekorzystnych czynników, których wspólnym mianownikiem były tęgie mrozy. To właśnie z powodu wyjątkowo niskiej temperatury w styczniu rosyjski Gazprom ograniczył przesył gazu do Polski. PGNiG zmniejszyło w tej sytuacji dostawy tego surowca do największych przemysłowych odbiorców, w tym także do Polic. W efekcie na dwa tygodnie stanęły praktycznie produkcja i sprzedaż amoniaku.
Dostawy gazu wróciły w końcu do normy, ale sroga zima nadal trzymała. - W marcu zazwyczaj rusza u nas z kopyta sprzedaż nawozów mineralnych. Ale w tym roku, właśnie z powodu mrozów, początek sezonu opóźnił się. To, co zwykle ma miejsce w marcu, zaczęło się więc dopiero w kwietniu - wyjaśnia Mirosław Bachórski.
Polickie zakłady były więc zmuszone zwiększyć sprzedaż eksportową, w szczególności zaś na rynki pozaeuropejskie. Utrzymujący się mocny kurs naszej waluty dodatkowo odbił się negatywnie na rezultatach spółki.
Długa zima nie pozostała również obojętna dla sprzedaży bieli tytanowej. Niskie temperatury przesunęły w czasie otwarcie sezonu budowlanego, co spowodowało mniejsze zapotrzebowanie na komponenty do produkcji farb i lakierów.