Polacy są zadłużeni w bankach na blisko 150 mld zł. Wartość kredytów rośnie w tempie przekraczającym 20 proc. w skali roku. I nadal będzie się zwiększać, bo nawet w porównaniu z innymi krajami naszego regionu nasze zadłużenie jest niewielkie. Gdybyśmy chcieli mieć dług w przeliczeniu na mieszkańca na poziomie takim, jaki jest w Czechach albo na Węgrzech, to wartość kredytów dla ludności powinna podskoczyć o połowę. Wynosiłaby wówczas 220 mld zł.
Euro pomoże
- Stopień wykorzystania kredytu w naszej gospodarce jest niski. Nie tylko w porównaniu z krajami "starej" UE, ale również w porównaniu z takimi państwami, jak Czechy czy Węgry - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK. Faktycznie, chociaż Polska ma o połowę więcej mieszkańców niż Czechy, Węgry i Słowacja razem, to wartość kredytów dla ludności jest u nas niewiele większa niż w tych trzech krajach. U nas było to w końcu marca 37,5 mld euro. W trzech branych przez nas pod uwagę krajach o nieco ponad dwa miliardy mniej.
Ekonomiści są zgodni, że zadłużenie Polaków w bankach w najbliższych latach powinno szybko rosnąć.- Sytuacja Polski w tej chwili przypomina to, co kilkanaście lat temu było w takich krajach, jak Hiszpania czy Grecja - mówi ¸ukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP. - Te kraje były wówczas na podobnym poziomie rozwoju, jak my obecnie. I tam rynek kredytowy rozwijał się bardzo szybko. Można się spodziewać, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej tak samo będzie i u nas - dodał.
- Z prawdziwym boomem będziemy mieć do czynienia dopiero po wejściu do strefy euro - przewiduje Maciej Reluga z BZ WBK. - Wtedy będziemy mieli na trwałe niskie stopy procentowe. Kredyty w euro będziemy zaciągać bez ryzyka walutowego, z jakim mamy do czynienia w tej chwili. Myślę, że jest część osób, które właśnie w obawie przed tym ryzykiem teraz kredytów nie zaciągają.