Rekordy na rynku surowców nie omijają aluminium. Wczoraj na Londyńskiej Giełdzie Metali po raz pierwszy od osiemnastu lat za tonę w kontraktach trzymiesięcznych płacono powyżej 3000 USD. Oznaczało to wzrost o 2,5 proc. w porównaniu z zamknięciem w poniedziałek. Później zwyżka wyhamowała i po południu tona kosztowała 2990 USD.
Nie zmienia to faktu, że aluminium zdrożało w tym roku o ponad 30 proc. Popyt na metal napędzają głównie Chiny, których gospodarka w I kwartale rozwijała się w tempie 10,5 proc. Więcej aluminium potrzebują też Stany Zjednoczone. Według kanadyjskiego koncernu Alcan, drugiego na świecie producenta aluminium, który w zeszłym tygodniu opublikował świetne wyniki finansowe, w tym roku zużycie metalu na świecie może się zwiększyć o 5,1 proc. Produkcja natomiast ma wzrosnąć tylko o 4,1 proc. To będzie oznaczało, że nierównowaga na rynku jeszcze się powiększy. Alcan oczekuje, że niedobór metalu wyniesie 300 tys. ton. Może to doprowadzić do dalszego wzrostu notowań.
Za windowanie cen metali odpowiadają też fundusze inwestycyjne, które postanowiły zarobić na hossie. Analitycy przewidują, że za ich sprawą ceny wkrótce powinny osiągnąć poziom 3200 USD za tonę.
Sytuacja na rynku aluminium wygląda bliźniaczo, jak na rynku miedzi. Wczoraj za tonę miedzi w Londynie płacono już 7815 USD. Zwyżka jest jednak bardziej szaleńcza, bo notowania wzrosły w tym roku już o prawie 80 proc. Analitycy przewidują, że wkrótce padnie bariera 8000 USD.