Wczorajsza sesja to świetny przykład pokazujący, że GPW wciąż pozostaje w światowym krwiobiegu finansowym i gdy część organizmu zaczyna chorować, odbija się to też na polskich spółkach. Wielu inwestorów często kontestuje takie stwierdzenie, nie widząc żadnego związku między ceną ropy lub danymi makro w USA, a wyceną Netii, Agory, banków. Poglądy te weryfikuje albo giełdowy staż, albo strata pieniędzy. W ostatnim okresie nie było zbyt wielu okazji do takiego szerszego spojrzenia na rynek. Największe zyski osiągali tzw. giełdowi kamikadze inwestujący w najbardziej ryzykowne spółki. Uwaga inwestorów koncentrowała się na skali wzrostów cen miedzi i póęniejszym odzwierciedlaniu tych ruchów na szerokim rynku.
W piątek mieliśmy mały przełom. Nie pamiętam sesji w ostatnich kilku miesiącach, by kontrakty z indeksem zaczęły na minusach i pogłębiały straty w momencie, gdy cena miedzi na światowych rynkach tak dynamicznie wzrosła (ponad 6 proc.). Źródło słabości kryło się za oceanem w zbagatelizowanym przez GPW komunikacie po posiedzeniu FOMC, który daje możliwość kolejnych podwyżek. Reakcję amerykańskich inwestorów widać najczęściej następnego dnia i faktycznie w czwartek wystarczył wzrost cen ropy (presji inflacyjnej), by indeksy amerykańskie zaliczyły gwałtowny spadek w obawie przed kontynuowaniem zaostrzania polityki monetarnej. Gdyby nie ropa, to prawdopodobnie analogiczną przecenę oglądalibyśmy w piątek, po rozczaro-
wujących danych o wzroście cen towarów importowanych (+2,1 proc. w IV wobec oczekiwanych +1,1 proc.). Czy akcjonariusze Muzy, Alchemii, Boryszewa patrzą na kurs ropy, lub takie amerykańskie dane makro? Zapewne nie, a jak pokazują ostatnie dni, dla szerokiego rynku mogą być to kluczowe wydarzenia.
Trzeba też zauważyć, że począwszy od środy, wiele indeksów z emerging markets miało swoje najsłabsze 3 dni od wielu tygodni. Węgry, Rosja, Turcja (wczoraj -4 proc.) ruszyły do mocnej korekty. Nie przypadkiem było to w dniu posiedzenia Fed. Polskie indeksy na te niuanse nie zwracały uwagi i czwartek skończyły na nowych szczytach hossy. Wczoraj to odchorowaliśmy. Niech ta przecena będzie przestrogą, że nie tylko ceny miedzi kształtują trendy w Warszawie. To ostatnie zdanie to paradoksalnie dobra informacja dla byków, bo nawet "drzewa nie rosną do nieba" i miedę też kiedyś przestanie.