Wyznaczony przez sąd zarządca Jukosu Eduard Rebgun odmówił spotkania z przedstawicielami litewskiego rządu w sprawie sprzedaży akcji rafinerii Możejki - pisze wileński dziennik "Lietuvos Rytas". - Rosjanie najwyraźniej zmierzają do tego, żeby przejąć litewską rafinerię, nie płacąc za nią - uważa Andrzej Pasławski, analityk z Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP.
Jeszcze w poniedziałek Igor Chalupec, prezes Orlenu, mówił o intensywnych negocjacjach, które w sprawie litewskiej rafinerii w Możejkach prowadzili w ostatnich dniach przedstawiciele płockiego koncernu. Podkreślał, że PKN ma i zawsze miał tu poparcie polskich władz.
Tymczasem, jak twierdzi "Lietuvos Rytas", finał negocjacji może się dość niespodziewanie oddalić. Litwini liczyli na to, że Eduard Rebgun, tymczasowy zarządca Jukosu (koncern ma 53,7 proc. akcji Możejek) zgodzi się na sprzedaż tego pakietu rządowi w Wilnie. Rebgun nawet jednak nie chciał rozmawiać na ten temat.
Przypomnijmy, że to właśnie on od kwietnia torpeduje sprzedaż aktywów Jukosu, składając do sądu w Nowym Jorku kolejne wnioski o zablokowanie transakcji.
- Rysuje się ciekawy scenariusz. Rosjanie mogą chcieć przejąć Możejki za długi - komentuje nową sytuację Andrzej Pasławski z BDM PKO BP. Jego zdaniem, nie przesądza to wciąż dalszych losów rafinerii i tego, w czyje ręce ostatecznie trafi. - Gdyby tytuł sądowy, jaki przedstawiliby ewentualnie Rosjanie, był do podważenia na forum międzynarodowym, Litwa mogłaby się zdecydować na jakąś formę nacjonalizacji Możejek - mówi Andrzej Pasławski. Wtedy, jego zdaniem, inwestorem w litewskiej rafinerii mógłby zostać Orlen.