Kiedy kilka lat temu Krzysztof Lis wraz z grupą współpracowników inicjował ruch corporate governance w Polsce, wyglądało to na czysto akademicką inicjatywę, interesującą być może dla profesorów zarządzania, ale bez praktycznego znaczenia dla kształtującego się dynamicznie biznesu. Nie było wtedy jasne, co wyłoni się z dyskusji o kształcie naszego rynku kapitałowego. Wydawało się też, że dystans do standardów rynku zachodnioeuropejskiego i amerykańskiego pozostanie jeszcze długo bardzo duży. Polskie spółki nadużywały cierpliwości inwestorów, przejmując się nimi tylko przy okazji pozyskiwania kapitału. Niektórzy uważali, że inwestorzy i spółki regionu Europy centralnej pozostaną na całe pokolenia wypełnione reliktami socjalizmu i trudno będzie ustalić standard dla Polski czy krajów sąsiednich.
Później sprawy poszły własnym tokiem. Najpierw były nocne dyskusje kilku pasjonatów problemu. Do grupy dołączyli międzynarodowi eksperci i autorytety w dziedzinie standardów ładu korporacyjnego, aktywizmu małych akcjonariuszy czy potężni przedstawiciele międzynarodowych fund managerów. Płaszczyzną do dyskusji stały się kolejne konferencje corporate governance. W wykładach i panelach uczestniczyli czołowi profesorowie prawa handlowego i praktykujący prawnicy biznesowi, szefowie funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, bankierzy, członkowie zarządów i rad nadzorczych największych spółek giełdowych. W ferworze dyskusji Jan Kulczyk został przedstawiony przez prowadzącego jako Aleksander Gawronik. I może na tym skończyłby się polski ruch corporate governance, gdyby nie sprawa Enronu i Orlenu oraz wiele podobnych sytuacji, które odsłoniły kurtynę z prezesowskich gabinetów i pokazały wszystkim interesującym się gospodarką i dbającym o swoje oszczędności ludziom, że spółki akcyjne, pozbawione efektywnej ochrony akcjonariuszy, podlegają degeneracji jak zwykły folwark, którego nie dogląda pańskie oko.
Środowisko międzynarodowych inwestorów i menedżerów zadrżało i jak każdy efektywny mechanizm zaczęło od samoregulacji, zwiększenia kontroli i ustalenia wyższych standardów działania. Na szczęście Polsce było już znacznie bliżej do Europy i świata i tym razem zabraliśmy się prawie równolegle z nimi do porządkowania rynku. Dzięki wsparciu administracji rządowej i GPW, powstał Komitet Dobrych Praktyk i słynny Kodeks Dobrych Praktyk, który ustalił standardy działania organów spółek giełdowych w najbardziej typowych sytuacjach. Kodeks wprawdzie przyjmowało się dobrowolnie, ale nacisk coraz lepiej wyedukowanego rynku utrudniał znacznie ich lekceważenie.Od tego momentu skończyła się amatorszczyzna. Do uczestników rynku kapitałowego dotarła świadomość odpowiedzialności za pieniądze akcjonariuszy. Co więcej, na ocenę działalności spółek giełdowych (i wszystkich znaczących przedsiębiorstw) ma stosowanie przez nie standardów zarządzania. Dzisiejsza korporacja jest odległa od swoich przedsiębiorczych korzeni i wymaga sprawnej administracji. Sprawna administracja to teraz należyte współdziałanie miźdzy organami zarządzającymi spółką a organami kontrolnymi oraz mechanizm uwzględniania interesów akcjonariuszy. To właśnie lekceważenie tych zasad (w imię realizacji krótkookresowych celów) spowodowało większość nieprzyjemnych niespodzianek na polskich i międzynarodowych rynkach kapitałowych. Pierwsze oskarżenia, wysunięte przeciwko niekwestionowanym dotychczas autorytetom i gwiazdom zarządzania, a potem procesy sądowe i wyroki wskazały na znaczącą odpowiedzialność wszystkich organów spółek, nawet jeżeli nie brały bezpośrednio udziału w nagannych praktykach. Nowoczesny prezes czy członek zarządu to już w mniejszym stopniu przedsiębiorca, a coraz bardziej administrator i polityk utrzymujący równowagę między złożonymi interesami akcjonariuszy, pracowników i klientów spółki. Corporate governance stał się dziedziną wiedzy o zarządzaniu. Nic to, że menedżer przedstawi korzystny projekt biznesowy, jeżeli nie będzie potrafił zwołać posiedzenia rady nadzorczej, która go zatwierdzi. Ta kwestia stała się już abecadłem władz spółek giełdowych, ale wiedza o nich nie przychodzi samoistnie. Ciągle trzeba doskonalić swoją wiedzę. Ten bowiem, kto stoi w miejscu - cofa się.