Szef PSE zapewnił ostatnio, że polscy akcjonariusze Polkomtela podtrzymują chęć wprowadzenia operatora sieci Plus GSM na giełdę. Warunek: musi zakończyć się spór z Vodafone. Kiedy to się stanie, prezes nie powiedział. Nie powiedział też, czy ktoś podjął wysiłek i zaproponował Vodafone ugodę. A ktoś powinien, zakładając, że długotrwały spór przed trybunałem nie jest w niczyim interesie (no chyba, że jest). Bez odpowiedzi na te pytania, wypowiedź szefa PSE to tylko wiele pustych słów zakończonych wyrazem "giełda". Wyrazem - ideą. Niedościgłą w tym przypadku. Bo giełda oznacza przejrzystość. A przejrzystości najbardziej brakuje w sprawie Pol-komtela. Wydawałoby się, że zrozumieć, o co w niej chodzi, to pestka, bo Polkomtel, ma zaledwie sześciu akcjonariuszy, a wypowiada się tylko pięciu.
1. TDC: niechętnie sprzedajemy akcje Polkomtela, ale jeśli już to po 214,04 euro.
2. PKN Orlen: chętnie dokupimy akcji po 214,04 euro, żeby potem sprzedać.
3. KGHM: chętnie dokupimy akcji po 214,04 euro, żeby potem Polkomtel mógł sam zdecydować, czy stanie się ośrodkiem konsolidacji telekomunikacyjnych aktywów należących do Skarbu Państwa.
4. PSE: chętnie dokupimy akcji po 214,04 euro, nawet zaciągnęliśmy już kredyt, tylko czy bank nam go nie wypowie, skoro rząd chce nam zabrać aktywa warte miliardy.