Niezadowolenie NIK wzbudziła nie tylko zła koordynacja pracy pomiędzy urzędami, częste zmiany przepisów, ale również poważne opóźnienia w wydawaniu decyzji. Kontrola NIK objęła m.in. Ministerstwo Gospodarki i Pracy, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, Ministerstwo Finansów oraz ponad 15 urzędów marszałkowskich i wojewódzkich. Przeprowadzono ją między 1 września 2005 roku a 12 stycznia 2006 roku. - Ocena pracowników Najwyższej Izby Kontroli była jednoznaczna, bo opóęnienia w realizacji programów na lata 2004-2006 są duże, a poziom wydatkowania funduszy strukturalnych UE bardzo niski - mówi Piotr Kownacki, wiceprezes NIK.
System za 13 milionów
złotych
Najwięcej zarzutów Najwyższa Izba Kontroli miała do Ministerstwa Gospodarki i Pracy. - Przygotowało ono zbyt skomplikowane i mało elastyczne procedury wdrażania unijnych programów, a podstawowe dokumenty przygotowało z dużym opóźnieniem - wyliczają pracownicy NIK. Nie mniej winny jest resort finansów, który nakładał dodatkowe wymogi, nieprzewidziane w przepisach prawa wspólnotowego. - To syndrom zbyt pilnego ucznia - wyjaśnia P. Kownacki.
Zaszkodzili urzędnicy