Po rezygnacji jednego z członków rady nadzorczej Graala jej skład zmniejszył się do czterech osób. To mniej od ustawowego minimum (pięć osób). W efekcie spółka ma trudności z przygotowaniem się do czerwcowego walnego zgromadzenia akcjonariuszy.
Adam Guz związany był z Graalem od 2003 r. Przygotowywał firmę do debiutu giełdowego. Kiedy w 2004 r. przekształciła się w spółkę akcyjną, wszedł do jej rady nadzorczej. Teraz rozstaje się z przedsiębiorstwem w burzliwych okolicznościach. - Jako członek rady nadzorczej nie zostałem poinformowany o tak ważnym wydarzeniu, jakim było podpisanie przedwstępnej umowy zakupu udziałów w firmie Kordex. Mam podstawy sądzić, że nie dochowano przy tym należytej staranności i nie przeprowadzono due dilligence - wyjaśnia Adam Guz.
Zaskoczone takimi oskarżeniami są władze spółki. Przypominają, że A. Guz jest jednocześnie współwłaścicielem firmy TAG, która doradzała Graalowi przy przejmowaniu Kordeksu. - Dlaczego człowiek, który reprezentował nas w negocjacjach, twierdzi teraz, że jako członek rady nadzorczej nie był informowany o ich przebiegu? - zastanawia się Robert Wijata, dyrektor finansowy Graala.
Na zarzuty A. Guza Graal odpowiada swoimi. Zdaniem przedstawicieli rybnej spółki, nadzorujący, jako pośrednik w negocjacjach z Kordeksem, doprowadził do ich zerwania. Właściciele przejmowanej firmy odmówili dalszych rozmów z jego udziałem. Zostały wznowione dopiero po odsunięciu doradcy. - Gdyby nie to, mielibyśmy szansę zawrzeć umowę wcześniej i szybciej konsolidować wyniki - ocenia Robert Wijata.
Konflikt ma również aspekt finansowy. Jak dowodzą władze spółki, A. Guz jest jej winien pieniądze. - W grudniu zeszłego roku pan Guz potrzebował pieniędzy dla swojej firmy TAG. Kupiliśmy więc za 200 tys. zł wyemitowane przez TAG obligacje. Miały zostać wykupione do 30 kwietnia br. Pan Guz tego nie zrobił i prosił o przedłużenie terminu - twierdzi R. Wijata. A. Guz nie komentuje żadnego ze sformułowanych przez Graala zarzutów. - Nie dotyczą meritum sprawy - twierdzi.