Informację o śmierci prezesa Michelina akcjonariusze przyjęli z dużym spokojem. Akcje francuskiego koncernu spadły wczoraj najwięcej o ok. 2 proc.

43-letni Edouard Michelin, prawnuk założyciela oponiarskiej spółki, zginął w piątek w wypadku na morzu u wybrzeży Francji. Kierował Michelinem od 1999 r., kiedy przejął stanowisko po ojcu. Zastąpi go 62-letni Michel Rollier, współprezes i były dyrektor finansowy firmy. Według zapewnień rzeczniczki Fabienne de Brebisson, nie trzeba naprędce szukać następcy tragicznie zmarłego prezesa, bo statut firmy jest elastyczny i przewiduje, że zarząd może składać się z jednego do trzech tzw. partnerów zarządzających. Rollier, spokrewniony z rodziną Michelinów, jest teraz jedynym takim partnerem.

Wczorajsza reakcja inwestorów była umiarkowana w porównaniu z sytuacją sprzed trzech tygodni. 12 maja Edouard Michelin zapowiedział na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, że z powodu rosnących cen surowców, firmie, która jest teraz największym producentem opon na świecie (w Polsce ma fabrykę w Olsztynie), będzie trudno wypełnić prognozy finansowe na ten rok. Rynek odpowiedział zmasowaną wyprzedażą papierów Michelina. Na koniec dnia kurs spółki spadł o 8,4 proc., czyli najmocniej od ponad trzech lat.

Od kwietnia zeszłego roku Edouard Michelin zasiadał w radzie nadzorczej fińskiej Nokii. Komórkowy koncern podał, że na razie nie zamierza uzupełniać jej składu.

Bloomberg