Wszystkie trzy kraje bałtyckie - Litwa, Łotwa i Estonia - musiały przełożyć pierwotnie zakładane terminy przyjęcia wspólnej waluty. Okazało się, że mają za wysoką inflację. Jest ona wynikiem najszybszego wzrostu gospodarczego spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. - Jesteśmy jednym regionem ekonomicznym i sądzę, że przyjmowanie euro w każdym kraju oddzielnie byłoby zbyt drogie i nieracjonalne - powiedział premier Kalvitis we wczorajszym programie łotewskiej telewizji "900 sekund". Wcześniejsze plany oddzielnego przyłączania się do strefy euro mogły być jednym z powodów, dla których Unia Europejska odrzuciła 16 maja wniosek Litwy w tej sprawie, mimo że kraj ten był bliski wypełnienia kryteriów dopuszczeniowych zawartych w traktacie z Maastricht. Zdaniem łotewskiego premiera, wydaje się coraz bardziej oczywiste, że również sama Europa musi być gotowa na rozszerzenie eurolandu. - A w tej chwili nie ma takich sygnałów - powiedział.
Za duża inflacja
Estonia i Litwa chciały przyjąć euro już od 1 stycznia 2007 r., a Łotwa rok później. Estonia sama zrezygnowała z tego terminu, wniosek Litwy odrzucono, a teraz premier Łotwy mówi o "okolicach" 2010 r. Kraje kandydujące do eurolandu mogą mieć inflację nie przewyższającą bardziej niż o 1,5 pkt proc. średnią roczną stopę inflacji w trzech krajach Unii Europejskich, mających najniższy wskaźnik wzrostu cen konsumpcyjnych. W kwietniu wynosił on ok. 2,7 proc. Tymczasem na Łotwie było to 6,1 proc., w Estonii 4,3 proc., a na Litwie 3,5 proc.
Wielu ekonomistów uważa, że koniunktura gospodarcza w krajach bałtyckich już jest przegrzana, a inflacja nadal będzie w nich wysoka. W tej sytuacji rządy powinny podjąć działania ograniczające szybki wzrost cen. Manipulowanie w tym celu kursami walutowymi jest jednak niemożliwe, gdyż wszystkie trzy kraje uczestniczą już w mechanizmie dostosowawczym do przyjęcia euro, którego celem jest stabilizacja kursów. Oznacza to również ścisłe powiązanie ich walut z euro, a tym samym import inflacji przy słabnięciu dolara w stosunku do wspólnej waluty, bo towary sprowadzane z innych krajów strefy wtedy drożeją. Szybki rozwój gospodarczy krajów bałtyckich skutkuje też wzrostem płac, co o przynajmniej 2 pkt proc. podnosi inflację. W tej sytuacji nic nie zapowiada jej rychłego okiełznania.
Ekonomiczny nonsens