Presco rozpoczęło windykację portfela złych kredytów odkupionych w ub.r. od PKO BP. Próbuje odzyskać 660 mln (to kwota wraz z odsetkami) od ponad 70 tys. byłych klientów banku. - Dłużnicy to przekrój całego społeczeństwa. Będziemy chcieli pokazać, że nikt nie uniknie odpowiedzialności - mówi prezes Wojciech Andrzejewski. Niektórym osobom o konieczności oddawania długów firma windykacyjna przypomni nawet po dziewięciu latach od zaprzestania spłaty. Zwłoka w wielu przypadkach sprawiła, że odsetki od kredytu przewyższyły już pożyczoną kwotę. - O odsetki również się upomnimy, choć jesteśmy gotowi rozłożyć spłatę na dogodne dla dłużnika raty - tłumaczy Tomasz Górczyński, szef działu sprzedaży Presco.
Na razie firma poinformowała dłużników o rozpoczęciu procesu windykacyjnego. Za pismami pójdą telefony nakłaniające do zawarcia ugody i ustalenia sposobu spłaty. Następnym krokiem, w wybranych przypadkach, będzie włączenie do windykacji pracowników terenowych. Odwiedzają oni dłużnika w domu, a także w pracy. Będą też badać jego sytuację materialną. Pracownicy terenowi przygotowują również informacje dla komornika. - Ale komornik to ostateczność - mówi T. Górczyński.
- W windykacji najważniejszy jest pierwszy rok, choć działania będziemy prowadzić około trzech lat. Ale i po tym okresie potrafimy wrócić do najbardziej zatwardziałych dłużników, jeśli jest szansa, że rokują zwrot pieniędzy - mówią przedstawiciele firmy windykacyjnej. Jakie są pierwsze reakcje dłużników na pisma i telefony Presco, firma nie chce zdradzać. - To bardzo cenna wiedza na rynku, gdzie sprzedaż przeterminowanych długów przez banki dopiero rusza - uważa W. Andrzejewski.