W amerykańskiej gospodarce, poza rolnictwem, w maju już drugi miesiąc z rzędu przybyło mniej miejsc pracy niż spodziewali się ekonomiści i analitycy tego rynku. Oznacza to, że pracodawcy boją się zwiększać zatrudnienie w czasach, gdy zaczynają być widoczne oznaki chłodzenia tempa wzrostu gospodarczego.
W maju utworzono 75 tys. miejsc pracy, podczas gdy mediana prognoz 79 ekonomistów wyniosła 170 tys. Departament pracy skorygował też w dół liczbę nowych etatów w kwietniu. Powstało ich 126 tys., a nie 138 tys., jak podawano w początkowych szacunkach. Stopa bezrobocia spadła w minionym miesiącu do 4,6 proc., z 4,7 proc. w kwietniu, i jest obecnie najniższa od lipca 2001 r.
Pogorszenie koniunktury na rynku pracy sprawia, że zatrudnionym trudniej jest domagać się podwyżek płac. Mniejszy wzrost płac pomoże zredukować ryzyko inflacji, co przysporzy argumentów tym członkom Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), którzy opowiadają się za zakończeniem trwającego już dwa lata nieustannego podnoszenia stóp w Stanach Zjednoczonych.
Jest to tym bardziej istotne, że wśród członków FOMC są też tacy, którzy uważają, że w czerwcu Fed powinien podnieść stopy po raz pierwszy od 6 lat o 50 pkt bazowych. Takie opinie pojawiły się przynajmniej na poprzednim posiedzeniu Komitetu w dniu 10 maja, o czym informował opublikowany w minionym tygodniu protokół z tych obrad.
Pozycję "gołębi" z tego grona, uważających, że dotychczasowe podwyżki już wystarczająco schłodziły koniunkturę w USA, umacnia też czwartkowy raport Departamentu Pracy o wzroście wydajności w I kw. o 3,7 proc. Koszty pracy zwiększyły się w tym okresie o 1,6 proc., a w ciągu roku zakończonego 31 marca wzrost ten wyniósł zaledwie 0,3 proc. i był najmniejszy od ponad roku.