Reklama

Czy kursy na GPW mogą rosnąć kilkanaście lat?

Publikacja: 05.06.2006 10:42

Przez trzy poprzednie lata WIG20 zyskał 125 proc. To najlepszy okres w historii giełdy. Analitycy i ekonomiści nie udzielają jednoznacznej

odpowiedzi na pytanie, czy to jest tylko wstęp do kilkunastoletniej hossy

WIG20 startował do hossy w marcu 2003 roku z okolic 1000 punktów. W latach 2003-2005 indeks najwiźkszych spółek rósł przynajmniej o 24 proc., średnie tempo wyniosło 32 proc. Rok 2006 do niedawna również zapowiadał się wyśmienicie. Majowa przecena, w trakcie której WIG20 oddalił się od szczytu hossy o 16,5 proc., pokazuje, że załamanie może nadejść praktycznie w jednej chwili. Na razie jednak WIG20 wciąż jeszcze znajduje się prawie 10 proc. ponad zamknięciem ostatniej sesji 2005 roku, a trend długoterminowy jest wzrostowy.

Choć w historii GPW tak długiej zwyżki jeszcze nie doświadczyliśmy, to w skali światowej wieloletnia hossa nie jest czymś nadzwyczajnym. Najbardziej spektakularnego przykładu dostarcza rynek amerykański - w ciągu 20 lat indeks S&P 500 urósł 1095 proc. W żadnym roku nie stracił więcej niż 10 proc., choć zdarzyła się korekta trwająca nawet 24 miesiące. Średnie roczne tempo wzrostu w tym okresie wynosiło 15,4 proc. Z punktu widzenia polskiej giełdy najbardziej interesującym przykładem jest Hiszpania, do której nasz kraj często jest przyrównywany. Tempo wzrostu indeksu IBEX 35 było niemal dwa razy wyższe niż w przypadku S&P 500 i odpowiada mniej więcej temu, co dzieje się w ostatnich latach na naszym rynku. Jeśli jednak wspólnego mianownika hossy w Polsce i Hiszpanii upatrywać w wejściu do Unii, to warto zwrócić uwagź, że niemal 8-letnia zwyżka na giełdzie w Madrycie rozpoczęła się 6 lat po wstąpieniu do UE. Czy są podstawy, żeby oczekiwać kilkunastoletniej hossy na rynku w Warszawie? - Wierzę, że Polskę czeka kilkanaście lat dobrej koniunktury gospodarczej, co pozwoli zwiększyć wartość notowanych na giełdzie spółek. Oddzielną kwestią jest, jak będzie wyglądać ścieżka, którą podąży rynek - mówi Mariusz Adamiak, zarządzający aktywami w Pioneer Pekao IM. - Nie wahałbym siź jednak zainwestować pieniźdzy w polski rynek z perspektywą kolejnych piętnastu lat. Ale huśtawki nastrojów w tym czasie z pewnością nie unikniemy - uważa. Optymistą jest również Jacek Wiśniewski, ekonomista Raiffeisen Bank Polska. - Prawdopodobieństwo, że notowania bźdą rosnąć przez dłuższy czas, określiłbym jako spore. Nasze naturalne tendencje wzrostowe zostaną wsparte pieniędzmi z UE- mówi. Głównym czynnikiem ryzyka jest, w jego opinii, sytuacja za granicą. - Nie możemy abstrahować od poziomu notowań na rynkach rozwiniętych. Jeśli przez dłuższy czas obniżać się będą kursy np. na giełdzie amerykańskiej, to nawet regularne zwiększanie zysków przez spółki giełdowe nie uchroni nas przed spadkiem. Mariusz Juraś, szef działu analiz w DM BZ WBK, uzasadnia możliwość dalszej zwyżki kursów zmianami zachodzącymi w gospodarce. - Hossa na rynkach akcji towarzyszy najczęściej wydłużonym cyklom ekspansji gospodarczej połączonej z jakościowymi zmianami w gospodarce, w czasie której zyski spółek rosną w tempie przekraczającym nominalny wzrost PKB, dzięki znacznemu wzrostowi produktywności, zmianom technologicznym, kulturowym etc. Tego typu otoczenie zazwyczaj powoduje samonapędzające się wzrosty kursów, przekraczające z kolei wzrosty zysków spółek - tłumaczy. - Podobnie jak w Hiszpanii, czynniki systemowe i makroekonomiczne mogą spowodować w Polsce długi okres wysokiego wzrostu PKB i idącego za tym skoku jakościowego polskiej gospodarki i zamożności społeczeństwa. Przechodzimy też zmiany demograficzne i kulturowe (zmiana nawyków oszczędzania), które stanowić mogą paliwo dla wzrostów w następnych kilku latach - mówi Juraś. Jednocześnie twierdzi, że "polski rynek z pewnością nie pozostanie odporny na silne zewnźtrzne szoki".

Dyskusję o kilkunastu latach hossy na GPW ucina Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. - Nie ma podstaw, żeby rozpatrywać taki scenariusz i nie postawiłbym na to złamanego szeląga. Powodów, dla których długoterminowy trend wzrostowy może się załamać, jest mnóstwo.

Reklama
Reklama

USA - 20 lat hossy z jednym krachem po drodze

Reformy amerykańskiej gospodarki po stagnacji lat 70. rozpoczęto w 1982 roku, w ramach "reganomiki". Zostały zmniejszone podatki, rozpoczęły się cięcia w wydatkach socjalnych, wiźcej środków przeznaczono na inwestycje w przemysł zbrojeniowy. Duże wydatki spowodowały wzrost deficytu budżetowego, jednak polityka banku centralnego, kierowanego najpierw przez Paula Volckera, póęniej Alana Greenspana, pozwoliła uniknąć zbyt wysokiej inflacji. Boom giełdowy napędzany był działalnością tzw. coroprate raiders, inwestorów, którzy kupowali firmy, gdy wartość ich akcji była zaniżona. Następnie restrukturyzowali je, wydzielając ich zyskowne części lub sprzedając je "po kawałku".

Najbardziej dramatycznym momentem w trakcie zwyżki było załamanie rynku w paędzierniku 1987 roku. Między 2 i 19 paędziernika Indeks Dow Jones Industrial Average stracił 34 proc., w tym na sesji kończącej spadkową sekwencję obniżył siź o 22,6 proc. Do końca roku indeks podniósł się jednak na tyle, że ostatecznie 1987 rok zakończył 2,3-proc. wzrostem. Także kolejny rok przyniósł zwyżkę notowań, ale wierzchołek z 1987 roku został przekroczony dopiero w sierpniu 1989 roku.

W latach dziewięćdziesiątych, wraz z upadkiem ZSRR, poszerzyły siź możliwości handlowe, dzięki nowym technologiom powstawały coraz to nowe produkty. Rozwój telekomunikacji oraz sieci komputerowych napędzały przemysł komputerowy i produkcję oprogramowania. Indeks Dow Jones Industrial Average, po przekroczeniu 1000 pkt pod koniec lat siedemdziesiątych, piął się aż do ponad 11 000 pkt w 2000 roku. Pod koniec lat 90. zwyżki napędzały wzrosty kursów firm internetowych (tzw. dotcomy). Inwestorzy kupowali akcje, kierując się wyolbrzymionymi oczekiwaniami odnośnie do przyszłych zysków. W efekcie walory spółek były wielokrotnie przewartościowane. "Bańka internetowa" pękła w 2000 roku, kończąc prawie 20-letni ciągły wzrost indeksów.

O tym, że statystyki obrazujące wieloletnie trendy rosnące nie zawsze oznaczają zyski dla posiadaczy akcji, mogli się w ostatnim czasie boleśnie przekonać udziałowcy General Motors. Mimo że indeks DJIA utrzymuje się blisko historycznych maksimów, akcje GM "zahaczyły" ostatnio o 20 USD i był to najniższy poziom od 1982 roku.

Japonia - rekord sprzed 17 lat

Reklama
Reklama

Wzrost ekonomiczny w Japonii w latach 1970-1989 określano mianem cudu. Rocznie gospodarka rosła średnio 4,2 proc. Zakłócenia wzrostu spowodowały dwa szoki naftowe, w 1973 oraz 1979 roku. Wywołały one krótkotrwały spadek konsumpcji i inwestycji oraz straty przedsiębiorstw. Rozwój gospodarczy wspomagany był interwencją państwa i wysoką stopą oszczędności, która umożliwiała bankom i instytucjom finansowym zgromadzenie funduszy potrzebnych do inwestycji w przemysł ciężki. Dzięki stosowaniu nowoczesnych technologii i niższym cenom japońskie produkty stały się niezwykle konkurencyjne na światowych rynkach. Wzrostowi sprzyjała wysoka wydajność pracy i stałe innowacje. Reforma prawa bankowego z 1985 r. zapoczątkowała czteroletni okres gospodarki spekulacyjnej. Konkurujące o depozytariuszy banki rozpoczęły podnoszenie oprocentowania lokat, nie obciążając większymi kosztami kredytobiorców. Zamiast tego sprzedawały posiadane akcje i zdobyty kapitał klasyfikowały jako zysk. Następnie banki odkupywały akcje z powrotem, po wyższych cenach (musiały posiadać udziały podmiotów powiązanych w ramach konglomeratów). Powodowało to realny odpływ pieniędzy - banki posiadały te same udziały (kupione drożej) i dodatkowo musiały płacić podatki od zysku ze sprzedanych akcji. Szeroko dostępne kredyty spekulacyjne udzielane były pod zastaw przewartościowanych nieruchomości. Bańka spekulacyjna osiągnęła swoje apogeum w 1989 roku. Spadek nastąpił, gdy bank centralny podniósł stopy procentowe w maju 1989 roku. Ustanowiony wtedy przez indeks Nikkei rekord nie został do dziWielka Brytania - dzięki prywatyzacji

W latach 80. "thatcheryzm" podniósł gospodarkę brytyjską z kryzysu lat 60-70. Po restrukturyzacji i zamykaniu nierentownych gałęzi przemysłu rozpoczęła się wielka prywatyzacja. 30 państwowych koncernów (m. in.. British Telecom, British Airways, British Gas) sprzedano prywatnym inwestorom. W efekcie, zamiast 3 mld funtów deficytu, sprywatyzowane przedsiębiorstwa odnotowały w 1990 r. 2,4 mld zysku. Publiczna sprzedaż akcji przyniosła budżetowi 34 mld funtów. W celu zmniejszenia inflacji stosowano politykę pieniężną w połączeniu z cięciami wydatków rządowych. W wyprowadzeniu gospodarki na ścieżkę kilkunastoletniego wzrostu pomógł również bezprecedensowy boom na rynku nieruchomości, zapoczątkowany prywatyzacją zasobów mieszkaniowych (aż 30 proc. było własnością publiczną).

W latach 90. John Major kontynuował konserwatywną politykę monetarną. Wielka Brytania była zaangażowana w tworzenie jednolitego rynku w ramach Unii Europejskiej. Połączenie funta z innymi walutami europejskimi w ramach systemu ERM spowodowało presję na spadek jego kursu, zapoczątkowaną atakami spekulacyjnymi George?a Sorosa w 1992 r. Po początkowej nadwyżce w latach 1990 i 1991 , w latach 1992-1996 zaczął rosnąć deficyt budżetowy. Aby go pokryć, podnoszono stawki VAT-u oraz akcyzę na energię i paliwa. W 1997 r., po 18 latach przerwy, do władzy powróciła Partia Pracy. Jednym z pierwszych jej posunięć było zrezygnowanie z posługiwania się stopami procentowymi jako narzędziem polityki pieniężnej i przekazanie tej kwestii Bankowi Anglii. Wieloletnia hossa zakończyła się z pęknięciem "bańki internetowej".

Hiszpania - hossa z Unii

W Hiszpanii boom gospodarczy rozpoczął się w 1986 r. po wstąpieniu do Wspólnot Europejskich. Stabilność makroekonomiczna, napływające fundusze unijne oraz inwestycje zagraniczne i kolejno znoszone bariery handlowe pomogły Hiszpanii utrzymywać średnioroczne tempo wzrostu gospodarczego na poziomie 3 proc. Przejściowa recesja nastąpiła w 1993 r. i była następstwem spowolnienia większości gospodarek europejskich. Na lata dziewięćdziesiąte przypada okres niezwykle dynamicznego wzrostu ekonomicznego. Reformy gospodarcze w latach 90. rozpoczęły się od prywatyzacji wielkich państwowych przedsiębiorstw. Prowadzona była polityka liberalizacji oraz deregulacji gospodarki. Poprawiono system podatkowy, zmniejszono także znacznie udział rolnictwa w gospodarce hiszpańskiej. Reformy były wspomagane funduszami ze środków Unii Europejskiej. Do dynamicznego wzrostu przyczyniła się także swoboda przepływu towarów, kapitału i siły roboczej, która została wprowadzona wraz ze stworzeniem jednolitej przestrzeni gospodarczej w 1993 roku. Problemem gospodarki pozostawało wysokie bezrobocie. Co prawda rekordowy poziom 24 proc. z początku lat 90. został do początku naszej dekady zmniejszony ponad dwukrotnie, odsetek bezrobotnych nadal pozostaje dwucyfrowy. W 1999 roku wraz z 11 innymi państwami Unii, Hiszpania przystąpiła do unii monetarnej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama