Wczorajsza sesja była drugą, w czasie której popyt przeprowadził pokraczną akcję wyciągnięcia cen na wyższy poziom. Ta pokraczność wynikała po prostu z tego, że dokonywano zakupów jakby bez jakiegoś widocznego planu. Nie widać było sensu tych działań. Ceny rosły przy śmiesznie małym obrocie, co jakby na starcie budziło poważne wątpliwości w kontynuację ruchu. Gdy na rynku nie widać poważniejszego kapitału, każdy ruch cen powinien być uznany za podejrzany, a podpinanie się podeń z zakupami - za czynność wysoce ryzykowną.

Mimo tych wątpliwości już drugi raz udało się podnieść takim sposobem rynek i oczywiście po raz drugi zakończyło się to kacem dla kupujących, bo w końcowej części sesji gracze zwykle przytomnieją, zastanawiając się, czy pozostać z pozycjami na noc. Ten powrót do rozsądku jest tym łatwiejszy, że wzrost skończył się szybko, a przez dłuższą część dnia ceny szły jedynie w bok, kreśląc konsolidację. Zupełnie tak samo, jak w poniedziałek. Wtedy był to marny atak na opór, a wczoraj był to równie marny ruch w kierunku poniedziałkowego zamknięcia.

Takie dwie akcje, w czasie których popyt nie miał nic do pokazania, skłaniają do zastanowienia się, w jakiej kondycji jest teraz obóz byków, skoro już dwukrotnie nie wystarczyło mu pary. Mimo wszystko myślę, że za wcześnie jest wątpić w kupujących. Nie można wyciągać zbyt pochopnych wniosków głównie ze względu na niską aktywność na rynku. Tu faktycznie pojawiła się tylko cząstka popytu, jak i cząstka podaży. Ostatnie dwie sesje raczej nie uprawniają do pogłębionych analiz sytuacji. Po prostu, nadal przebywamy w konsolidacji, z której nie udało się w poniedziałek wyjść. Obie strony mają jeszcze szansę pokazać się z dobrej strony.

Wczorajszą słabość naszego rynku wywołała fatalna sesja w USA, na którą z kolei miała wpływ dość ciekawa wypowiedź szefa Fed Bena Bernanke. Można nawet powiedzieć, że nie tylko ciekawa, ale i stosunkowo odważna. Dowiedzieliśmy się, że polityka pieniężna będzie głównie walczyć z inflacją, nawet kosztem niższej aktywności gospodarczej. To zachwiało rynkami. Do tej pory oceniano, że Fed zachowuje równowagę. Walczy z inflacją, ale tak, by nie ucierpiał na tym wzrost gospodarczy. Wypowiedź Big Bena zwiększyła rynkowe oczekiwania na kolejną podwyżkę stóp. Jeśli ta się nie pojawi, straci na tym autorytet nowego szefa Fed.