W okresie hossy pytaniem w stylu audiotele była interpretacja jakichkolwiek wiadomości spływających na rynek. Wszystko sprzyjało wzrostom. Minął miesiąc i w środę z rana trudno było powiedzieć, czy np. w przypadku KGHM już niemal "zatwierdzona" dywidenda w wysokości 10 zł na akcje pomoże bykom (fundusze lubią dostawać gotówkę ze spółek), czy też uwaga rynku skupi się na kolejnym małym krachu na rynku surowców (w tym miedzi). Indeks towarów CRB spadł na poziomy nie widziane od końca marca i ponownie testuje 200 sesyjną średnią, podtrzymującą trend wzrostowy już ponad dwa lata. Jeśli trend wzrostowy na rynku surowców zostanie ostatecznie złamany, to wraz z opadnięciem kurzu wokół zamieszania odnośnie
do stóp procentowych w USA,
niedźwiedzie dostaną kolejny
mocny argument. Warto więc śledzić nie tylko politykę monetarną w USA i jej wpływ na emerging markets.
Jak kurs KGHM przyjął te informacje? Burzliwie i to przez całą sesję. Gwałtowne bardzo dynamiczne zmiany trudno tłumaczyć inaczej jak przesadne emocje. Ale jeszcze ciekawiej było przecież na kontraktach (WIG20). Nikt nie prognozował dywidendy KGHM na poziomie 10 zł i kontrakty na poprzednich sesjach jej nie zdyskontowały. Przez większość sesji nawet na serii grudniowej można było zawierać transakcje po kursach, świadczących o tym, że część inwestorów w ogóle wpływu większej dywidendy nie uwzględniła. Oczywiście można się zastanawiać, czy wobec rekordowej zmienności jest sens reagować na informacje "wpływające" (teoretycznie) na kursy kontraktów o kilkanaście pkt,